Menu

bibliotheke

Włoski dla początkujących

j.szern

Maeve Binchy

 

Moja przygoda z twórczością Maeve Binchy zaczęła się pod koniec liceum albo na początku studiów. Nie pamiętam dokładnie...

Pełniłam wówczas odpowiedzialną funkcję domową - dostarczycielki książek z miejskiej biblioteki dla mojego mamidła. Jako łup z kolejnej rundy żeglowania między półkami z babską literaturą przyniosłam "Szklane jezioro". Zadowolona z siebie rzuciłam książkę na maminy stolik nocny i na tym pewnie skończyłaby się moja przygoda z twórczością Binchy, gdyby nie kryzys czytelniczy i pozytywne opinie, jakie mama wygłaszała pod adresem zdobytej dla niej lektury. Przeczytałam i nie pożałowałam. Wprawdzie treść książki wypłukała się z mojej pamięci (nie miałam wtedy zwyczaju notowania moich przemyśleń - może przez doświadczenia z prowadzeniem pamiętników w podstawówce - jak je przeczytałam po kilku latach to byłam szczerze zażenowana...), ale pozostawiła po sobie delikatny osad - dobre wrażenie, które sprawiło, że pomimo okładek (sami oceńcie), jakimi wydawnictwo "uszczęśliwiło" polskich czytelników - nadal mam ochotę powracać do powieści Binchy.

Z bohaterami "Kursu wieczorowego" spędziłam ostatnie święta. Ten rok był bowiem rokiem kryminałów i thrillerów - morderstwa, psychopaci, dzielni detektywi zaludnili świat mojej wyobraźni. W święta postanowiłam od nich odpocząć. Postanawiając dać wytchnienie moim "skołatanym nerwom" bez żalu zastąpiłam Mankella Binchy ;) Leżałam w łóżku, piłam hektolitry herbaty i powoli, nieśpiesznie przewracałam kolejne strony. Powieści Binchy mają bowiem swój rytm czytania - nie można przy nich pędzić z górki na pazurki, jest w nich coś, co spowalnia proces lektury - może wynika to z chęci poprzebywania w kreowanym przez nią świecie nieco dłużej?

"Kurs wieczorowy" opowiada o roku z życia kilku uczestników lekcji języka włoskiego, które zostały zorganizowane przy dublińskiej szkole Mountainview. Każdy z nich pochodzi z innego świata, innego środowiska i mierzy się z innymi problemami.

Aidan Dunne - nauczyciel łaciny, dobiegający pięćdziesiątki, żonaty, dzieciaty (dwie dorosłe córki). Z pewną rezygnacją, ale również bólem, obserwuje powolny rozpad więzi rodzinnych. Zanika poczucie wspólnoty i jego rodzina zmienia się w grupę osób, które z przyzwyczajenia mieszkają pod jednym dachem, jedzą przy wspólnym stole i rzucają od czasu do czasu w przestrzeń uwagi, mające przełamać momenty ciszy. Aidan próbuje znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy, ale możliwe odpowiedzi go nie satysfakcjonują. Ucieka zatem w pracę - poświęca się szkole, ale nawet na tym polu odnosi porażkę...

Signora, która prowadzi kurs, spędziła we Włoszech 23 lata - żyjąc w małym miasteczku na Sycylii jako kochanka Maria, młodzieńczej miłości. Z okna swojego pokoju obserwowała jego ślub, narodziny i dorastanie kolejnych dzieci. Powoli aklimatyzowała się w obcym dla siebie środowisku. Po śmierci ukochanego wraca do Dublina - z jedną walizką, bez pieniędzy i bez perspektyw...

Lou - młody, nieco odpychający szorstkością pracownik sklepu elektrycznego. Flirtujący ze światkiem przestępczym uosabianym tu pod postacią Robina - człowieka, który ma więcej wspólnego z obrazem włoskiego mafioso, kierującego się specyficznym kodeksem przestępczym, niż z bandziorami z naszego lokalnego podwórka :) Lou zapisuje się na kurs językowy, by móc oddać pewną (nielegalną) przysługę Robinowi...

Bill jest młodym urzędnikiem bankowym, przyjacielem jednej z córek Aidana. Niezamożny, silnie związany z rodzicami i niepełnosprawną siostrą Olivią. Jest ambitny, ale zna również granice swoich możliwości. Typ mężczyzny - odpowiedzialnego, statecznego, po prostu dobrego - o którym zwykle się mówi, że trafia na zupełnie nieodpowiednie dla siebie kobiety, które jego dobroci nie potrafią docenić. I prawidłowość ta nie omija również Billa, który chwilami chciałby przestać kochać kapryśną i wymagającą Lizę...

Kathy jest uczennicą liceum Mountainview. Pracowita, ale mało błyskotliwa. Jej starsza siostra poświęca swoje szczęście osobiste, aby dać Kathy szansę na sukces życiowy, którego sama nigdy nie osiągnęła. Tymczasem dziewczyna odkrywa tajemnicę, która zmieni jej życie...

Laddy - starszy mężczyzna, uznawany w dzieciństwie za opóźnionego w rozwoju, wieczny optymista, po którym nikt nie poznałby, że jego dzieciństwo i młodość bynajmniej nie upłynęło w sielankowej atmosferze...

Fiona - niepozorna, zakompleksiona dziewczyna, żyjąca u boku chłodnych i dyrektywnych rodziców. Pozbawiona własnego zdania i spragniona miłości...

Conny - przyjeżdżająca na kurs BMW, obwieszona biżuterią (w okolicy Mountainview to zachowania dość ryzykowne), matka czworga dzieci i żona znanego przedsiębiorcy irlandzkiego...

Binchy pozwala nam poznać biografie każdego z tych bohaterów - ich przeszłość i ich próby zmierzenia się z wyzwaniami teraźniejszości. Obserwujemy przemiany, jakie zachodzą w ich życiu i cenę, jaką za nie płacą.

Czego w tych biografiach nie ma... Są zdrady małżeńskie, przemoc domowa, nieślubne dzieci, kłamstwa, przestępstwa, morderstwo, próby samobójcze, zawiedzione nadzieje... Ale jest również w tych bohaterach ogromna wola życia i chęć zmierzenia się z własnym losem, odnalezienia szczęścia na przekór wszelkim przeciwnościom. Binchy opisuje traumatyczne wydarzenia i trudne wybory ze spokojem - takie sytuacje po prostu się zdarzają - ostatecznie, ilu z nas doświadczyło ich na własnej skórze lub miało okazję obserwować je w swoim otoczeniu? To się po prostu zdarza, takie jest życie - mawiamy często buntując się w skrytości serca. Siłą powieści jest jednak to, że pokazuje, że owe traumy nie muszą determinować całego naszego życia. Wszystko zależy od naszego nastawienia - od własnej interpretacji, stworzenia definicji, nawet - niekiedy - dokonania "egzorcyzmów" nad własną biografią.

Binchy pokazuje, jaką siłą są w tym procesie relacje międzyludzkie. Jesteśmy zwierzętami społecznymi - potrzebujemy innych ludzi i niekiedy ci, którzy pozornie nie należą do naszego świata, ci, od których najmniej spodziewamy się zrozumienia czy empatii, mogą nam pomóc - nie tyle udzielić pożytecznych rad, ile dodać otuchy, być wsparciem w podejmowaniu walki z życiem.

Można oczywiście stwierdzić, że przemiany są skutkiem magicznych niemalże zabiegów Signory. Bo ta kobieta ma w sobie jakąś magię i przypomina dobre wróżki z bajek czytanych dzieciom. Jej opanowanie, godność, spokój, a jednocześnie radość życia i niezwykła pogoda ducha, pomagają uczestnikom kursu otworzyć się i dokonać niezbędnej korekty swoich życiorysów.

Ale to tylko częśc prawdy - Binchy pokazuje bowiem, że bez własnego zaangażowania i podjęcia aktywnej próby przemiany, wysiłki innych ludzi, ich wsparcie, pójdą na marne.

Nie ukrywam, że szczególnie poruszyły mnie historie Aidana, Fiony i Conny - każde z nich miało w sobie coś, co mogłabym odnieść do własnego życia, z czym mogłabym się po części identyfikować. Opowiadała przez nich Binchy o moich własnych "demonach" i lękach :) Bo z pozoru - rodzina, małżeństwo, dzieci - dają szansę spełnienia, są polisą, która ma nas zabezpieczyć przed samotną starością. Tylko czy na pewno warto jest zabiegać o nie tylko dlatego, że tak wypada? Albo dlatego, że się czegoś boimy?

Binchy nie wprost zadaje w powieści te pytania. Jednocześnie - unikając natrętnego moralizowania - skłania również do zastanowienia się nad pozorami, wśród których żyjemy i sposobami klasyfikowania przez nas ludzi. Ostrzega przed szufladkowaniem i uleganiem stereotypom. Kto powiedział, że osoba bogata i opanowana musi być koniecznie szczęśliwa? Albo - czy mają rację nauczyciele, którzy wrzucają uczniów do przegródek: "mało błyskotliwy", "nie ma szansy na studia", "nie poradzi sobie w życiu"? , itp.

Książka Binchy przypomina mi zapach moich ulubionych perfum. Kwiatowo-owocowe. Ciepłe, ale nieduszące. Delikatne, ale również z charakterem. Słodkie, ale zawierające też pewną nutę goryczy.

To, czym mnie jeszcze Binchy w "Kursie wieczorowym" ujęła, to niedopowiedzenia, które pozostawiła (pozornie) kończąc powieść happy endem. Siedzę teraz i zastanawiam się, jak Conny ułoży sobie życie? Co zrobi Lou, jeśli na jego drodze znów stanie Robin? Jak będzie wyglądało spotkanie Fran i Paula? Jak skończy się podróż Fran i Kathy do Stanów Zjednoczonych? Czy Bill będzie szczęśliwy z Lizą? Jak na plany Aidana zareaguje jego żona, Nell? Czy rodzice Barry'ego będą znów szczęśliwi?

Jestem bardzo ciekawa...


 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • kasia.eire

    Też ją uwielbiam, o czym pisałam zresztą na blogu całkiem niedawno. Wklejam ci linka do prawie godzinnego dokumentu o Maeve Binchy, który ukazał się w pierwszy dzień swiąt, jako prezent dla ludzi tutaj, bo o 19 www.rte.ie/player/#v=1087801 jeżeli znasz angielski, przeżyjesz kilka fajnych chwil to oglądając, ona sama opowiada o sobie i początkach pisania.
    A ja wczoraj dostałam od lotty najnowszą powieść Binchy 'Minding Frankie'. Jestem taka szczęśliwa. Szklane jezioro to moja najukochansza, ale lubię też inne, Tara Road, W kręgu przyjaciół, długo by wymieniać

  • Gość *.centertel.pl

    Kasiu, dziękuję za link - z przyjemnością obejrzę ten materiał, jak tylko odnowi mi się limit na internet - teraz ładowanie zwykłej strony trwa kilka minut, o oglądaniu czegokolwiek on-line mogę tylko pomarzyć... W planach mam czytanie "Dublin 4" w oryginale - stąd mam nadzieję, że mój angielski przeżyje zderzenie z materiałem filmowym :)

  • j.szern

    Jak widać, jeszcze nie do końca wszystko opanowałam - zapomniałam o wstawieniu danych do poprzedniego komentarza... Ehhhh...

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci