Menu

bibliotheke

Poeta, który odszedł w noc

j.szern

W jednym ze swych wierszy pisał:


Całe życie zrywam się i padam,

jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi,

i chwytają mnie złe listopady

czarnymi palcami gałęzi.


Ja upiłem się tym tchem, tym szumem,

niepokojem, który serce zatruł -

to dlatego śpiewać już nie umiem,

tylko wołam wołaniem wiatru,


to dlatego codziennie się tułam

po wieczornych, po czarnych ulicach

i prowadzi mnie wilgotny trotuar

w mgłę wilgotną, która bólem nasyca.


Acetylen słów płonie mi na wargach,

płonie we mnie bolesna maligna,

chodzę błędny, jak ludzie w letargu,

zewsząd, zewsząd niepokój mnie wygnał.


Nie ma wyjścia, nie ma wyjścia, nie ma wyjścia,

muszę chodzić coraz dalej, coraz dłużej.

Jestem wiatr szeleszczący w liściach

jestem liść zagubiony w wichurze


Tylko w oczach mgła i oczy bolą,

tylko serce bije coraz częściej.

Jak błękitny płomień alkoholu,

płoniesz we mnie, moje nieszczęście.


Muszę chodzić, muszę męczyć się wiecznie,

w mgłę za włosy mnie wloką wieczory,

lecą za mną, nieprzytomne, pospieszne,

moje słowa, moje upiory.


Muszę wiecznie zrywać się i padać,

jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi.

pochwyciły straconą radość

nagie gałęzie.


Przelatują, wieją przeze mnie

listopady chwil, których nie ma...


To - tylko liście jesienne.

To - pachnie ziemia.


Poznajecie?

To Broniewski. Wiersz Listopady. Z tomu Dymy nad miastem. Ten sam poeta, który napisał Bagnet na broń, jeden z nielicznych chyba obecnie rozpoznawanych jego wierszy. Wielbiciele Pidżamy Porno pewnie pamiętają jeszcze Nocnego gościa (o ile nie stwierdzili, że to tekst Grabaża), wielbiciele Żebrowskiego i Jopek - być może - znają Zielony wiersz i Dąb. Może niektórzy nauczyciele wspominali ostatnio o nim, omawiając Treny Kochanowskiego - tomik Anka Broniewskiego ma podobną tematykę - mówi o bólu ojca po stracie dziecka.Może nawet niektórzy belfrowie zacytowali kilka jego utworów?

Jednak większości zapewne, jeśli Broniewski z czymkolwiek się kojarzy, to z komunizmem - jako jego piewca, autor choćby Pokłonu rewolucji październikowej ("Kłaniam się rosyjskiej rewolucji/czapką do ziemi/po polsku/radzieckiej sprawie/sprawie ludzkiej/robotnikom, chłopom i wojsku.") czy peanów na cześć Stalina.

Ale ja nie o tym chciałam...

Z twórczością Broniewskiego zetknęłam się po raz pierwszy, gdy miałam bodajże 11 lat. W szkolnym podręczniku znajdował się przedruk Bagnet na broń. Przeczytałam i zachwyciłam się. W domu znalazłam tomik z wyborem jego wierszy, należący do mojej cioci, który ona podczas którejś tam przeprowadzki podrzuciła do nas.

Od tamtej pory zaczęła się moja przygoda z Broniewskim. Był pierwszym poetą, którego pokochałam i tym, o którym mogę powiedzieć, że towarzyszył mi w najróżniejszych momentach mojego życia. Czytając jego wiersze rewolucyjne przeżywałam młodzieńczy bunt (Tobie mój gniew i pogarda,/kulturo krzywdy i zbrodni! [...]). Uczył mnie wrażliwości na sprawy społeczne, biedę i wykluczenie (Ulica Miła wcale nie jest miła - szeptał mi na ucho). Lubiłam też jego ironię i grę z tekstami ("Hej, pola malowane zbożem rozmaitem,/wam wierni,/z karabinem już nie nabitym/umrzemy gdzieś na ścierni."). Z nim przeżywałam pierwsze niepowodzenia miłosne mrucząc (i parafrazując - fleksja mi nie pasowała :) ) pod nosem choćby fragmenty wiersza Ze złości: "Kochałbym cię, (psiakrew, cholera), gdyby nie ta nie pewność, gdyby nie to, że serce zżera/złość, tęsknota i rzewność./ (...)". Wreszcie to Broniewski był tym poetą, który podążył za mną w noc, kiedy moje życie się zawaliło i straciło sens. Wtedy Listopady czy Zioła były moją mantrą. On pożyczał mi słowa i mówił za mnie rzeczy, których sama nie umiałam wyrazić.

Bo Broniewski jest poetą nocy. Noc w jego wierszach towarzyszy poecie przeklętemu i jego samotności. Jest czasem bezsenności i myśli o śmierci. Czasem, kiedy otwiera swoje poszarpane serce i usta i krzyczy - o bólu, które sprawia mu życie, a nie tylko historia. Noc będzie towarzyszyła w jego poezji gwałconej i bitej na Łucku towarzyszce Ninie. I Ickowi, który siedział w celi dwudziestej pierwszej na Pawiaku, w której odwiedzał go księżyc. W nocy będzie tworzył swe teorie Bakunin. W nocy poetę odwiedzi widmo Jesienina...Noc będzie dla niego czasem poznania - momentem, w którym zapatrzy się w siebie i zobaczy ciemność.

Noc będzie towarzyszyła również jego nałogowi (acetylen słów płonie mi na wargach...). Broniewski pił. Dużo. Coraz więcej pod koniec życia. Wtedy miał zwyczaj dzwonić do swoich przyjaciół. Wspominał o tym Słonimski. Środek nocy i dzwoni telefon. Broniewski. "Antek, powiem ci mój wiersz...". Propozycja odrzucona. Kolejny dzwonek. "Antek, powiem ci twój wiersz...". "Jasne, jasne - odpowiadał Słonimski. - Powiesz jeden mój i cztery swoje". I wyciągał kabel z gniazdka.

Wreszcie, po latach - sam poeta odejdzie w noc - zapomnienia (a miało być tak: Kiedy umrę,/Utopcie mnie w Wiśle,/jak Światowida,/zapomnijcie o mnie,/jak o Światowidzie.). Próbowano go rehabilitować, odczytywać na nowo (z biciem serca i z zaciśniętymi kciukami przyjmuję każdą akcję, która pokazuje Broniewskiego innym, niż w stereotypie). Przypomniano wiersze, które napisał w stalinowskim więzieniu po wybuchy drugiej wojny światowej (Rozmowy z Historią), i które były w czasach PRL- zakazane przez cenzurę - bo Broniewski miał być przede wszystkim poetą wierzącym - w rewolucję - a nie wspominającym o swoich rozterkach. Mimo to odnoszę wrażenie, że stał się w pewnym momencie poetą niewygodnym. Po okrągłym stole potrzebni nam byli przede wszystkim tacy, którzy potrafili zachować postawę wyprostowaną. Ewentualnie ci, którzy żałowali za grzechy. A Broniewski nie żałował.

Przypomniała mi się w tym kontekście stereotypu partyjnego poety jeszcze jedna historia, wspominana przez Słonimskiego. W czasach głębokiego socrealizmu, kiedy chwalić w literaturze i sztuce trzeba było klasę robotniczą, wielkie budowy, maszyny i pluć na wrogów nowego ładu, kilka osób chciało wydać tomik z wyborem wierszy nieżyjącej już wtedy Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej. Wiernopartyjni kręcili nosem na takie pomysły - bo to poetka burżuazyjna, nikt tego nie puści, wywrotowe, itp. Wiecie, co wtedy zrobił Broniewski? Ten, który znał Lilkę z czasów międzywojennych i potrafił być wierny nawet nieżyjącym znajomym? Wpadł (na gazie, na rauszu, pod wpływem - czy jakkolwiek to ująć) na zebranie komitetu, huknął pięścią w stół i o zgrozo - burżujska poezja Lilki ponownie ujrzała światło dzienne.

Wiem, że mam długą i smakowitą listę wyzwaniowych nocnych lektur. Ale dziś, kiedy za oknem chmury zaglądały mi przez ramię, padał deszcz i hulał wiatr (ale nie listopad), przypomniał mi się mój dobry towarzysz i przyjaciel. Otworzyłam sfatygowany i upstrzony moimi notatkami tomik jego wierszy i utonęłam. Tyle wspomnień... Chciałam się z Wami podzielić kilkoma jego wierszami - pozostawionymi bez komentarza. Mogłabym wstawić linki (na pewno są gdzieś w sieci), ale wolę je przepisać. Z tego tomiku, który jest dla mnie jedną z najbardziej osobistych książek - jedną z tych, których nigdy nikomu nie pożyczałam. Wpis od tego straszliwie spuchnie - ale wstawienie linków byłoby dla mnie w pewnym stopniu barbarzyństwem.

Oto kilka wierszy Broniewskiego, Władka (jak go często nazywam), w których występuje motyw nocy.

 

Zioła


Coraz dłużej nie mogę zasnąć.

Noc jest sercem nad trumną zamkniętą.

Nocne myśli, jak cmentarz, pachną

macierzanką, piołunem i miętą.


Zrywam suche badyle i chwasty,

zioła gorzkie, którem znał przed laty,

moje słowa nocą nad miastem

wyrastają, jak czarne kwiaty.


Kwiaty mówią, że radość pierzcha

jak mgła lekka pod wiatru tchnieniem,

że jak słońce zbroczone o zmierzchu,

moją głowę pochyla znużenie.


Oto idę spokojnie na zachód

w pustce głuchej, pod niebem cichym,

na cmentarzu dalekich zapachów

niepojętą goryczą oddycham.


Przysłuchuję się dzwonnym dziewannom.

żółtym dzwonkom na nagich badylach,

cień złowieszczy kołysze się za mną,

coraz niżej ku ziemi się schyla.


Chmura pełznie liściem łopucha,

dymem czarnym nad słońca zgliszczem,

w piszczel ostu przeciągle, głucho

wicher prędki nad polem świszcze


i rozlewa się krew wieczoru,

jak czerwone jarzębin korale,

i ust piołun wysącza gorycz,

i zakwita kwiat serca - szalej.


Róża polna gałęzią cierniową

wrosła we mnie, bym nie mógł odejść -

to dlatego krwawi każde słowo,

to dlatego tak boli młodość.


O, jak pachną okrutne zioła.

Dzwoni głucha pustka nade mną.

Szumią skrzydła czarnego anioła -

przelatuje nad sercem bezsenność


i drży serce, i lęka się nocą,

i niczego nie umie zapomnieć.

Ten wiersz napisałem przemocą

i ten wiersz mówi tylko o mnie.

***

Czary


Przecierało się niebo mgławe,

kołysały się gibkie trzciny,

miesiąc z boru wypłynął i stanął nad stawem -

w stawie kąpią się nocą dziewczyny.


Białe lilie zrywają z łodyg

i wplatają miękko we włosy,

miło pod chłodnym niebem miesięcznej pogody

strącać z piersi kropelki rosy,


miło piersi młode odsłaniać

i zielonym światłem oblewać,

miło w noc nadsłuchiwać leśnego wołania:

w ciemnym lesie zwołują się drzewa.


A noc płynie pachnąca, biała,

zmąca wodę powiewem lekkim.

W tę noc, jak lilie białe, rozkwitają ciała,

piersi krwią dojrzewają i mlekiem.


Wtedy strach, wtedy wstyd dziewczynom,

nagich piersi, strwożone, dotkną,

miesiąc w nocnej kąpieli oblepił je śliną,

srebrnym strachem, tęsknotą wilgotną.


Nieruchome, wzniosą ramiona,

zakołyszą się, mdłe, niezręczne,

a już woda u kolan miesiącem srebrzona,

w białych oczach już światło miesięczne.


Będą z krzykiem biec po murawie

odurzone, jak w śnie zawiłym -

miesiąc ciała im biczem srebrzystym okrwawi:

będą we krwi po ziemi się wiły.


***

Noc


Za oknem odwilż liczy krople:

50, 100. W pokoju ciemno.

Posadzka skrzypi. To okropne

tak głupio cierpieć na bezsenność.


Przy łóżku siadła noc-rajfurka

natrętne myśli nudnie stręczyć:

"No, weź do ręki klucz od biurka....

No, spróbuj... Po co się tak męczyć..."


Rzędami książki: Szekspir, Dickens.

Turecki szal przez mole zżarty.

I nagle - wszystko dziwne, dzikie!

W fotelu duch. I gram z nim w karty.


Znajomy figlarz, też z Dickensa,

dyskretnie brzęczy mi łańcuchem.

Rozdaję. Ręce mi się trzęsą.

I gram. I wiem, że przegram z duchem.


Nie pokój, ale pusty przedział

zajmują damy, króle, asy.

Do świtu będę z nimi siedział,

pasażer nocny trzeciej klasy.

***

Gwiazdy

Pod gwiazdami tak trudno nieść

milczenie za ciężkie, za ciężkie...

To dlatego potrzebna pieśń

i łzy obfite, niemęskie.


Za wielki, za wielki świat

pod gwiazdami oglądam niemy.

Muzo moich trzydziestu lat,

dokąd płyniemy?


Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • maioofka

    Tyle wspomnień... Świetny wpis, odkurzył mi pamięć dawnych lat, gdy sama się zaczytywałam Broniewskim, między innymi :)

    "Obudziłem dobrego pisarza,
    byłem trochę zawiany;
    to się zdarza,
    jestem z tego przesadnie znany.

    Obudziłem go w dobrym celu
    i wiersz położyłem obok (...)"

    To z wiersza Jasność, tak a propos tego co napisałaś o jego nałogu.
    Pozdrawiam

  • j.szern

    Cieszę się, że pamiętasz o Broniewskim :) Przez ten wpis chciałam go nieco odkurzyć i "odczarować" :)
    Pozdrawiam! :)

  • nicram_wszechwiedzacy

    Broniewski... tyle słów ciśnie mi się na usta... Poeta z mojego miasta. Siadywałem nieraz pod dębem... autor najpiękniejszego polskiego erotyku - Lampki. dziękuję. Twój wpis mi to wszystko przypomniał. będę do Ciebie częściej zaglądał.

  • j.szern

    @nicram_wszechwiedzący - To ja dziękuję :) Poezję bardzo lubię i do Broniewskiego będę jeszcze we wpisach wracać. Zapraszam :)

  • Gość: [Janek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Hej! Właśnie poznaję wiersze W. Broniewskiego, lecz im więcej ich czytam, tym bardziej poznaję geniusz tego Poety. Ciekawi mnie skąd pochodzą wspomnienia Słonimskiego nt. bohatera wpisu?

    Pozdrawiam!

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci