Menu

bibliotheke

3xB, czyli Bareja w bibliotece

j.szern

teresa monika rudzka

 

Zamówiłam pod wpływem impulsu. Nawet nie przeczytałam opisu :) Błąd :)

Miałam kiedyś cichy i podstępny plan na czasy "40+" - skończę podyplomówkę z bibliotekarstwa i osiądę w przytulnej bibliotece - będę panią katalogów, będę kapłanką literatury, krzewicielem Słowa, iskrą rozpalającą czytelnictwo ;) Biblioteka kojarzyła mi się zawsze z cichym i przytulnym miejscem, w którym można przechadzać się pomiędzy regałami wypełnionymi książkami, spotkać ludzi, którzy podzielają moją pasję, poplotkować o książkach i nowościach wydawniczych. Świątynia kultury, zacisze literackie... Hehe... Po przeczytaniu Bibliotekarek dowiedziałam się, że myliłam się jak cholera ;)

Książka Rudzkiej nosi wyraźne cechy satyry. Rozpoczyna się nawet od cytatu z Monachomachii Krasickiego. Kto słyszał o tym poemacie heroikomicznym, pamięta, że Krasicki pokalał w nim własne gniazdo (biskup naśmiewający się z obyczajów zakonnych). Ciekawa jestem, czy autorka Bibliotekarek miała okazję robić karierę w bibliotece...

Satyra ukazuje świat odbity w krzywym zwierciadle. Postaci, relacje społeczne, obyczaje ulegają wyolbrzymieniu i przejaskrawieniu. Stąd - nie uważam, że Rudzka to nowy Balzac, a jej powieść to realistyczny obraz pracy w bibliotece.

Główna bohaterka powieści - Żywia (kobieta elegancka, zadbana, kulturalna, "wysublimowana"), której "krótka, acz burzliwa" kariera na stanowisku bibliotekarki staje się spoiwem książki - określa rzeczywistość jako wypadkową filmów Barei i powieści Bułhakowa. Groteska, absurd, purnonsens. Przyznaję, że kiedy zaczęłam czytać tę książkę, wyobrażałam sobie kolejne sceny stylizowane na nieśmiertelnego Misia :)

Subiektywnie - wyrażając jednocześnie swoją miłość do tradycji awangardy dwudziestolecia międzywojennego (zasada 3xM) - zamknęłam dalsze impresje z powieści w schemacie, który można określić zasadą 3xB, czyli babiniec, braki i biurokracja.

Babiniec

Środowisko pracowników biblioteki jest sfeminizowane w równym stopniu, co polskie szkolnictwo. Może to wynikać z faktu, że praca na stanowisku bibliotekarki - wymagająca i nisko płatna - nie zaspokoi raczej męskich wymagań związanych z karierą zawodową. Ergo - kobiety, jako te mniej wymagające, muszą (chcą?) się "kisić" we własnym sosie.

Intrygi, lawiranctwo, mobbing, plotki, zazdrość - to zjawiska występujące w opisanym przez Rudzką środowisku w natężeniu wielokrotnie przekraczającym dopuszczalne normy. Pryska mit o solidarności kobiet (czy ktoś w niego jeszcze wierzy?), a potwierdzenie znajdują współczesne badania psychologiczne i socjologiczne na temat form przemocy przez nie stosowanych, których ponurą zapowiedź wyraził (zanim narodziła się jeszcze psychologia jako nauka) Oscar Wilde: Mężczyźni zawsze się wzajemnie popierają, kobiety zawsze wzajemnie się zwalczają.

W środowisku sfeminizowanym tym nie znasz dnia ani godziny. Nie ma tam niczego pewnego. Jeśli nie urodziłeś/nie urodziłaś się kombinatorem, jeśli nie potrafisz grać według niepisanych reguł - nie masz czego tam szukać. Zawiść kobieca nie musi mieć żadnych racjonalnych podstaw (podobno racjonalna kobieta to nie fakt, a kolejny przykład oksymoronu) - szeroko rozumiana inność wyrażająca się w odbieganiu od powszechnej normy czy możliwość zagrożenia swoją osobą (nawet nieintencjonalnego) czyjejś pozycji (casus Żywii).

Interesujące są portrety kobiet, które zaprezentowała Rudzka w swojej powieści. Interesujące, bo niejednoznaczne. Te postacie są odbite w wielu lustrach. Oglądamy je oczami Żywii czy oczami ich współpracownic. Wreszcie - oglądamy je ich własnymi oczami - kiedy Rudzka oddaje im na chwilę głos i pozwala opowiedzieć ich własne historie. Nic nie jest takie jakie się wydaje :) A po przeczytaniu niektórych historii ze zdwojoną uwagą zaczęłam się przyglądać dziewczynom z mojej pracy. Cholera wie, co się kryje za tymi uśmiechniętymi twarzami... ;)

Mężczyźni na kartach tej książki pojawiają się w mniejszości. Możemy przyjrzeć się bliżej trzem - dyrektorowi, jego przyjacielowi - dziennikarzowi odpowiedzialnemu za biblioteczną gazetkę i... duchowi. Każdy z nich to przykład życiowego nieudacznika, dla którego biblioteka jest albo azylem, albo trampoliną dla dalszej kariery.

Mężczyźni opisani przez Rudzką - cierpiący na wyraźny kompleks kastracyjny - pragną choć chwili spokoju i szukają dla siebie azylu w postaci godzin ciszy w ukrywanej przed żoną kawalerce, alkoholu lub tułaczki po zaświatach - gnani przez prywatne erynie uosobione tu przez matki, żony i współpracownice. Nawet na romanse nie mają ochoty - na tym polu mają akurat negatywne doświadczenia - diabli wiedzą, na jakie córy piekieł przyjdzie im natrafić na tej drodze. Im nie ma czego zazdrościć :) Im można tylko współczuć ;)

Braki

Nie ma pieniędzy. Nihil novi. Nie tylko na książki. Nowości pojawia się w bibliotece niewiele - a te, na które jest największe zapotrzebowanie, są i tak niewystarczające.  Ostatecznie większość czytelników nie jest szczególnie wyrafinowana. Preferują lektury i przegryzają Wiśniewskim, Grocholą i Coelho.

Nie ma pieniędzy na komputeryzację bibliotek. Sprzęt w filii nr 32 jest okupowany przez Kasię, która wykorzystuje go niecnie do budowania sieci kontaktów na portalu Nasza Klasa. Szefowe nie radzą sobie z pisaniem raportów i innych pism na komputerze. Pomijam kwestię ortografii - "charmonogram" rządzi ;)

Tym boleśniejsze jest zestawienie warunków pracy w polskich bibliotekach z tymi, które są w bibliotekach angielskich. Nie od dziś wiadomo, że gonimy Zachód - ale czytając książkę Rudzkiej (przy całym jej przejaskrawieniu) widać wyraźnie, że robimy to powoli i kulawo.

Nie ma pieniędzy na nowe etaty, zatem biblioteki funkcjonują jako tako dzięki systemowi stażystek, które opłaca Urząd Pracy. Stąd na etat można liczyć tylko przy posiadaniu stosownych znajomości lub oślego uporu, który karze nachodzić dyrektora "w porę i nie w porę". Kwalifikacje osób zatrudnionych w bibliotece pomijam. Przebieg kariery Żywii wyraźnie pokazuje, że nie zaangażowanie, nie wiedza, nie doświadczenie są sprawami kluczowymi w rozdzielaniu awansów i stanowisk.

Symbolem braków, który przewija się jak leitmotiv tej książki, jest ŚCIERA. Wisi sobie taka szmata w łazience, cuchnie i udaje ręcznik ("Po to jest ścierka, żeby była brudna"). Ze ścierą trzeba umieć się obchodzić - brak taktu i stosownych umiejętności może grozić poważnymi sankcjami (casus Żywii).

Biurokracja

System pracy - niewolniczy. Pisma. Raporty. Klejenie i obkładanie książek. Układanie czasopism. Układanie księgozbioru na półkach. Uklepywanie księgozbioru. Bycie w ciągłym ruchu. Porządek. Po-RZĄDEK.

Kuriozalne zasady świetnie prezentuje scenka rodzajowa z wizytacji bibliotek. Dramatis personae to dyrektor (z jego perspektywy obserwujemy sytuację) oraz Regina - wicedyrektorka.

"Pakujemy się do samochodu i wio. Raz tu, raz tam. Klasyczne naloty z zaskoczenia. Wchodzimy do jakiejś filii i Regina niczym pies gończy idzie za tropem. Patrzy na czasopisma, czy są równo i porządnie ułożone. Potem robi głośną awanturę struchlałej kierowniczce, że gazety leżą krzywo, a książki na półkach są uklepane.

- Przecież zaleciłem, że mają stać równo, równiutko!

Raz poruszyłem w gabinecie kwestię klepania.

- Droga pani Regino, czy to ma sens? Pracownice uklepują, przyjdzie za chwilę czytelnik i zrobi bałagan. Ważne, aby zbiory bublioteczne były ułożone alfabetycznie. Generalny porządek można zrobić ze dwa razy w tygodniu.

- Co też pan mówi, panie dyrektorze? Porządek robi się cały czas, nieustannie.

- Przecież to wbrew zdrowemu rozsądkowi.

- Nie chodzi o sens i rozsądek. One mają być cały czas zajęte. Jak mrówki, rozumie pan?

- Nie.

- Żeby czuły, że są w pracy, nie na zabawie. Żeby były zdyscyplinowane i nie myślały za wiele.

- Komu to przeszkadza?

- Ech, panie kolego, życia pan nie zna. Bibliotekarek pan nie zna. Jak im popuścimy, to zaczną plotkować, buntować się przeciwko nam. Te mądrzejsze będą w pracy czytać.

- I tak sądzę, że gadają. Chyba bibliotekarka powinna znać literaturę, być na bieżąco z wydarzeniami. Lepiej doradzi czytelnikom.

- No właśnie! Sam pan potwierdza, że gadają! Jak się je zapędzi do klepania, będą z przemeczenia trochę mniej mleć ozorami. I proszę sobie raz na zawsze zapamiętać, że w bibliotece się nie czyta, tylko ewentualnie przegląda. Naturalnie chodzi mi o pracowników. Służenie radą czytelnikom wcale nie jest istotne. Nasi ludzie mają być nieustannie zajęci pracą."

Nic dodać, nic ująć :)


Moją ulubioną częścią powieści były wypisy z księgi skarg i zażaleń - czytając je mogłam zobaczyć, jak niewiele się zmieniło od czasów PRL-u. Tak się składa, że lektura tych fragmentów przypadała zwykle na czas drogi do pracy - współpasażerowie z autobusu przypatrywali mi się z mieszanką fascynacji i zażenowania - bo nie mogłam się powstrzymać i najczęściej śmiałam się do rozpuku.

***

Nie rozczarowała mnie ta "w ciemno kupiona" książka. Rudzka Nobla ani Nike za Bibliotekarki nie dostanie, ale udało jej się stworzyć powieść, która jest świetną satyrą na współczesne społeczeństwo. Zabawna, inteligentna, złośliwa, uniwersalna, prawdziwa (niekiedy wręcz boleśnie), a jednocześnie nie pozbawiona ciepła książka - idealna towarzyszka w drodze do pracy (w babińcu), na leniwe popołudnia i niedzielne wieczory. Nie ukrywam też, że liczę, że Rudzka napisze coś jeszcze - Bibliotekarkami narobiła mi apetytu na tego rodzaju rozrywkę. Szkoda, że Bareja nie przeniesie tej książki na ekran - idealny materiał na Misia 2 :)


***

Zabrałam się za wyzwaniowe lektury. Na drugi strzał (po "Zimie pełni księżyca" Hamiltona, która czeka w kolejce na recenzję) poszedł Fitzgerald (Czuła jest noc). Miałam z czego wybierać, a kryteria zastosowane przy procesie selekcji były niewyszukane i następujące:

a) Na blogu wyzwaniowym nie widziałam jeszcze recenzji tej pozycji - jest zatem szansa, że uda mi się tam umieścić link do recenzji na bocznej szpalcie - nie mam bowiem pojęcia, czy jest możliwość podlinkowania w ten sposób drugiej recenzji do tej, która już istnieje...

b) Książka jest stosunkowo lekka - mam na myśli wagę i rozmiar - całe 288 stron - kręgosłup przestanie marudzić.

c) Z Fitzgeraldem nigdy mi nie było po drodze - czytałam trzy lata temu "Wielkiego Gatsby'ego" i pamiętam z tej lektury tylko tyle, że taki fakt miał miejsce, jest coś w twórczości tego autora, co stawia mi opór - ergo - istnieje szansa, że utknę na 2-3 tygodnie nad obecną lekturą i przez ten czas nadrobię zaległości recenzyjne - jeszcze siedem pozycji czeka na opisanie...

Jak widać - można i tak dobierać sobie lektury... Ciekawa jestem, jakimi kryteriami Wy się kierujecie :)

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • kasia.eire

    cieszę się, że napisałaś tę recenzję i że jest ona pochlebna, bo mam ją na półce, bardzo wielką na nią chętkę, a jednocześnie naczytałam się tyle złego, ze aż mnie zdziwiło, że się tak pomyliłam. Czytałam fragmenty i miałam dokładnie takie same odczucia jak Ty, tym bardziej trudno mi było uwierzyć, ze to jest takie kompletne dno. Zabiorę się za nią z radością, dzięki Tobie

  • Gość: [bibliotekarkaczyta] *.lubin.vectranet.pl

    pracuje w bibliotece i w trakcie czytania tej książki widziałam wśród bohaterem swoje niektóre koleżanki z pracy;) śmiałam się do łez. Zabawna, momentami złośliwa i przesadna, ale idealna na poprawę humoru. Polecam!

  • j.szern

    @kasia.eire - Jak wspomniałam - książkę kupiłam "w ciemno", nie czytałam recenzji ani nawet opisu w księgarni internetowej. Tym bardziej zdziwiło mnie przyjęcie tej powieści, o którym piszesz. Przeszukałam blogi książkowe i faktycznie - recenzje są mieszane. Odniosłam jednak wrażenie, że chyba niektórzy nie wyczuli konwencji. Bo padały np. słowa o budowaniu stereotypu, o pokazywaniu bibliotek w negatywnym świetle. W życiu bym nie pomyślała, żeby oglądając np. "13 posterunek" wyrabiać sobie zdanie na temat pracy polskiej policji. Podobnie jest z "Bibliotekarkami".
    Czekam na Twoje wrażenia z lektury :)

  • j.szern

    @bibliotekarkaczyta - Witaj :) Zgadzam się z Tobą - "Bibliotekarki" to świetny poprawiacz humoru. I też myślę, że obraz zarysowany w tej powieści jest nieco przesadny, ale to nie oznacza, że jest całkowicie fałszywy :)

  • Gość: [Autorka] *.ip.netia.com.pl

    Bardzo mi miło, że moja książka została właściwie odczytana i spodobała się. A poza tym: mówisz - masz :) Lada chwila ukaże się:
    www.skrzat.com.pl/?p1=pozycja&id=1153

  • j.szern

    @ Autorka - Czytanie "Bibliotekarek" było czystą przyjemnością :) Cieszę się na nową książkę i dziękuję za informację o niej i za ciepłe słowa :)

  • Gość: [Autorka] *.adsl.inetia.pl

    "Singielka" ukazała się parę dni temu. Mam nadzieję, że nie zawiedzie oczekiwań. Miłej lektury :)

  • j.szern

    @Autorka - Dziękuję za informację :) Jak tylko zdobędę - to przeczytam i zrecenzuję :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci