Menu

bibliotheke

Bezsenność

j.szern

tove jansson

Powinnam dodać zakładkę - recenzje spóźnione. Pisanie o książkach przychodzi mi ostatnio z trudem - godziny, które spędzam przy monitorze w związku z pracą też nie przymnażają mi natchnienia. Nie mniej jednak odkopałam szkice i oto, co znalazłam i uzupełniłam.

 

Lubię powracać do książek, które czytałam w dzieciństwie. I lubię, jako osoba dorosła, uzupełniać moje braki w lekturach z dzieciństwa. Bardzo długo miałam kartę w bibliotece dla dzieci - mimo, że pełnoletność osiągnęłam jakiś czas temu i mogłam kupować legalnie i piwo, i papierosy, to jednak do wypożyczalni mnie ciągnęło.

Nadal nie mogę się powstrzymać przed wyławianiem z koszy dworcowych książek, które jako dziecko wypożyczałam ze szkolnej biblioteki. Przyświeca mi tu czysta bezinteresowność, bo dzieci nie mam i nie planuję. Półka z literaturą dziecięco-młodzieżową rozrasta się, a znajomym tłumaczę, że to dla bratanic i bratanków - bo rodzina jednak się rozrasta, a kuzyni mają coraz częściej tendencję do podrzucania mi swoich pociech w charakterze kukułczego jaja, żebym i ja mogła choć na chwilę zaznać blasków i nędz macierzyństwa.

Ostatnio w ramach powrotów i uzupełnień sięgnęłam po książki Tove Jansson. Nie inaczej niż większość moich znajomych przeżyłam w dzieciństwie fazę muminkomanii - moje egzemplarze książek o przygodach małych trolli i ich przyjaciół stoją ściśnięte gumkami recepturkami, bo od zaczytania rozpadły się w wydania kilkutomowe. Jako dziecko przeczytałam po kilkanaście razy niemal każdą z książek Tove Jansson. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko "Zimy w dolinie muminków" - ale własnego egzemplarza nie miałam, a ten biblioteczny był w ciągłym użyciu. Głupio mi było pozbawiać dzieciaki przyjemności spotkania z tą książką, więc powstrzymywałam się przed kolejkowaniem. Skrycie marzyłam jednak o wyłowieniu gdzieś tej książki. A ponieważ myślenie życzeniowe się sprawdza na zasadzie - mówisz-masz, to ostatnio udało m się wygrzebać na straganie rzeczoną książkę za równowartość jednej grahamki.

Książka jest stara, ma miękkie okładki i wypisaną dedykację. Jakie koleje losu rzuciły tę książkę z małego miasteczka W. do kosza z książkami na dworcu w Wielkim Mieście? Co się stało z Magdaleną, do której książka należała? Teraz Magdalena ma lat trzydzieści pięć (plus minus, tak mi wyszło z obliczeń) - dlaczego pozbyła się pamiątki z dzieciństwa?

Za oknem temperatury były nieprzyjazne - nawet nie chciało mi się go otwierać, poza krótkimi chwilami wietrzenia pokoju. Grzejnik chodził na cały regulator, ciepły koc i ogromny imbryk z wrzątkiem na podgrzewaczu były przygotowane. Z takim zapasami mogłam towarzyszyć Muminkom zimą :)

Wielbiciele małych trolli wiedzą, że mają one zwyczaj przesypiać zimę. Otulone ciepłymi kocami, z brzuszkami wypełnionymi zupą z igliwia, czekają (prawda, że rozsądnie?) pogrążone w głębokim śnie na wiosnę. Ale tego roku w przyrodzie coś nie zadziałało i Muminek - jako jedyny - obudził się na długo przed czasem, bo w okolicach Nowego Roku. A ponieważ nie mógł zasnąć, a żaden członek rodziny nie kwapił się, by mu towarzyszyć w przymusowej bezsenności - Muminek musiał samodzielnie zmierzyć się z zimą.

To dziwne doświadczenie - czytać jako osoba dorosła książkę dla dzieci. Zauważam w niej sensy, które jako dziecku pewnie mi nie umknęły, ale na pewno nie byłam w stanie ich wtedy nazwać po imieniu.

Można czytać "Zimę Muminków" jako opowieść inicjacyjną. Baśń o obcym i nieznanym świecie, z którym musi się zmierzyć osamotnione dziecko. Rodzice śpią, najlepszy przyjaciel udał się w tradycyjną podróż. Muminek będzie musiał znaleźć odpowiedzi na niestawiane sobie wcześniej pytania. Jak znieść samotność i tęsknotę za słońcem? Jak postępować z nieznanym wcześniej przodkiem? Jak taktownie pozbyć się z domu irytującgo natęta? Jak poradzić sobie z najściem niespodziewanych i licznych gości? Jak poradzić sobie z doświadczeniem śmierci?

Wobec tych pytań Muminek nie pozostanie sam. Uda mu się odnaleźć towarzyszy niedoli, którzy przeprowadzą go przez czas zimy.

Jedną z nich jest Too-tiki, która zamieszkała w kabinie kąpielowej Muminków. Jest przewodnikiem Muminka, który pozwala mu oswoić się z nowymi dla niego sytuacjami. W swoich piosenkach opowiada o otaczającym świecie oraz o swoim doświadczaniu zimy. Nie stara się zmieniać świata - przyjmuje go takim, jakim jest. Cechuje ją pogodne pogodzenie się z jego prawami. Prawdziwa stoiczka, która odnalazła "złoty środek" i dzieli się swoją wiedzą - nienachalnie i mimochodem - z otoczeniem. Pomaga Muminkowi zaakceptować fakt, że nie zawsze i wszystko musi rozumieć.

Inną towarzyszką - można powiedzieć, że z odmiennego bieguna - jest Mała Mi. Indywidualistka o pozytywnym stosunku do życia. Uwielbiam jej rozkoszną bezczelność i brak  samokrytyki. Zazdroszczę jej pewności siebie. Podziwiam skuteczność, z jaką ta mała, niewychowana istota, wielkości kłębka wełny, przepycha się przez życie. Łokciami - można powiedzieć. Potrafi manipulować, jest bezwzględnie szczera. Żyje według maksymy - "chcę to mam/robię" albo hasła sufrażystek "nikt nie będzie mi dyktować" :)

Tove Jansson pokazuje, że w obliczu trudnych doświadczeń nic nie jest tak istotne, jak potrzeba bliskości drugiej istoty/człowieka. We wspólnocie łatwiej jest znosić trudy i niewygody zimy, która sprawia, że nawiązują się nowe relacje. A przyjaźń - jak pokazuje historia Paszczaka i leśnej drobinki czy pragnienie Ynka, by stać się członkiem stada wilków.

Nigdy wcześniej nie rzuciło mi się z taką siłą w oczy to, że Jansson oswaja dzieci dzięki swoim książkom z trudnymi problemami - śmierć, strach, samotność - to tylko wybór tematów "trudnych", przed którymi staramy się uchronić najmłodszych. Jesteśmy wpisani w cykl przyrody. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, są osoby, których nie lubimy, albo których się boimy, a które potrzebują po prostu naszego zrozumienia. A jednocześnie - po każdej zimie nadejdzie wiosna, rodzice obudzą się ze snu, a przyjaciele powrócą z wędrówki.

Kiedy czytam książki o Muminkach nieodmiennie budzą się we mnie tendencje eskapistyczne. Mam ochotę uciec do jakiejś chatynki przed światem. Przed ludźmi, pracą, koniecznością udowadniania swojej wartości, zabieganiem dnia codziennego. Mieć wokół siebie przestrzeń lasu, dom, kominek, półki z książkami... Uświadamiam sobie, że tak naprawdę niewiele jest mi potrzebne do szczęścia. Może kiedyś, na emeryturze... ;) Jednocześnie uświadamiam sobie - pewnie powinnam dodać, że z pewną obawą, ale tego nie dodam - że nigdy nie dorosnę na tyle, żebym mogła powiedzieć, że takie książki są mi niepotrzebne.

A ponieważ nadeszła wiosna - to chyba reanimuję wysłużony już i rozklekotany egzemplarz "Tajemniczego ogrodu". A co mi tam :)

 

 

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • kasia.eire

    ja też lubię wracać do lektrur mojego dzieciństwa

  • Gość: [kulturalnik] *.batimex.eu

    Myślę, że czytanie tych książek dzieciom, wyostrza ich absurdalny humor, którego przecież w "Muminkach" jest pełno.

  • porzadek_alfabetyczny

    wspaniałe w tych książkach jest to, że one rosną wraz z nami, czytam je co parę lat i za każdym razem znajduję coś więcej - zresztą sama to zauważyłaś

  • j.szern

    @kasia.eire - Coraz częściej zdarzają mi się takie powroty. Lubię przyglądać się tym lekturom z "dorosłej" perspektywy i odkrywać, że tak naprawdę nadal są i ważne, i aktualne.

    @kulturalnik - To prawda, jakkolwiek absurdalny humor odkryłam dopiero teraz - aż się zdziwiłam, że kiedy byłam dzieckiem zupełnie mi umykał. Nie wiem, czy te książki wpłynęły na moje poczucie humoru dawno, dawno temu - chyba nie. Ale może pewne rzeczy przeczytane dawniej procentują dopiero z czasem?

    @porządek_alfabetyczny - Przeczytałam kiedyś u Ciebie, że czytać jesienią "Dolinę Muminków w listopadzie" :) Moim zdaniem to chyba najsmutniejsza część z tego cyklu. Chętnie odświeżę ją sobie na jesieni.

  • porzadek_alfabetyczny

    jak byłam mała, to uważałam ją za najsmutniejszą i niepasującą do reszty. ale teraz zmieniłam zdanie. bardzo lubię wuja Truja, ekscesy Filifionki i Mimblę, która chodzi spać, kiedy chce i budzi się, kiedy warto; w ogóle pasuje mi melancholia i ekscentryczność z tej części.
    skoro tak ci podrzucają dzieciaki, może czas odświeżyć sobie to opowiadanie o Paszczaku, który kochał ciszę ;p wiesz, ten obrazek, kiedy on siedzi, nakręca pozytywkę, licząc na to, że to je ukoi, a one siedzą i wyją;)

  • j.szern

    Tym bardziej mam ochotę wrócić do tej części - ale poczekam, aż aura będzie sprzyjać.
    Moi mali kuzyni są karni i wyćwiczeni - przynajmniej przy mnie ;) Ich rodzice twierdzą, że jestem jedną z nielicznych osób, które są w stanie wmusić w nie obiad - nie pytaj o metody. Powiem tylko, że nie posuwam się do wciskania im w przełyk lejka ;)

  • bookfa

    Jako dziecko nie lubilam Muminkow. Dopiero jako dorosla przeczytalam z luboscia wszystkie czesci, ktorymi obdarowano mnie w dziecinstwie. Muminki czekaly na przeczytanie kilkanascie lat ;D

  • j.szern

    @bookfa - To tylko potwierdza, że Muminki to lektura dla ludzi w każdym wieku :)
    Mi się na szczęście nie zdarzyło jeszcze, żeby lektury z dzieciństwa nie wytrzymały próby czasu. Albo to dowód, że czytałam jako dziecko dobre książki, albo - że z wiekiem "smak literacki" wcale mi się nie wyrobił :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci