Menu

bibliotheke

Efekt motyla

j.szern

antonina kozłowska

 

 

Co by było gdyby?...

Gdybym obroniła się wcześniej pisałabym te słowa z Leeds i pracowałabym jako ekspedientka w sklepie z ubraniami. Gdybym więcej balowała w liceum, może nie miałabym teraz poczucia, że dorosłam przed czasem i żyję teraz z wyrwą w życiorysie. Gdybym wyszła za mąż w stosownym wieku, może teraz - zamiast pisać te słowa i prowadzić życie statystki asystującej w kolejnych ślubach znajomych, chrzcinach ich dzieci i kampaniach rozstań - gotowałabym obiad dla męża albo oglądała z dzieckiem kolejne odcinki „Gumisiów”. Gdybym…

Decyzje, wybory… Kiedy ich dokonuję - mam wrażenie, że otwierając jedne drzwi, bezpowrotnie zamykam inne. Długo nie potrafiłam podejmować decyzji - tkwił we mnie lęk przed wzięciem odpowiedzialności za ich konsekwencje, strach przed popełnieniem błędu. Bojąc się zmiany, dążąc do perfekcji, rozważałam tysiące scenariuszy, analizowałam możliwości – wreszcie wybierałam na oślep, w ostatniej chwili, przyparta do muru. Dziś uczę się tej trudnej sztuki i daję sobie prawo do błędu - ale po decydującym momencie nadal tkwi w mojej głowie dręczące pytanie: „co by było gdyby…?”.

Może dlatego debiutancka powieść Antoniny Kozłowskiej nie była dla mnie historią zdrady, lecz historią o wyborach, decyzjach, ich konsekwencjach, szansach na powtórzenie dziś tego, co ominęło nas wczoraj.

Główna bohaterka powieści to Teresa.  Niska, szczupła blondynka. Pali papierosy. Ubiera się w sposób, który odejmuje jej lat, nieco niedbale. Przekroczyła trzydziestkę. Ma męża i dwójkę dzieci. Pracę, która rzuca nią po całej Warszawie. Uczy angielskiego. Nie spełniło się jej marzenie – nie tłumaczy książek. To nie jest jej jedyne marzenie, które się nie spełniło…

Poznajemy życie Teresy w dwóch odsłonach. Przeszłość i teraźniejszość mieszają się ze sobą jak w tyglu. W perspektywie dziś perspektywa wczoraj nabiera innych znaczeń - odnajdujemy do niej klucze, zapowiedzi stanu obecnego, miny wojenne, wśród których kluczyliśmy – żeby na nie tylko nie nadepnąć.

W tramwaju nr 4, wsiadając na placu Bankowym, Teresa mimowolnie splata ze sobą te dwie perspektywy. Teresa spotyka Marcina i to spotkanie uchyla drzwi, które wydawały jej się zamknięte.

Za sprawą przypadku, losu (?), Teresa staje na granicy pomiędzy dwoma światami. Tego, w którym żyje – w którym jest mąż, który daje poczucie bezpieczeństwa, ale z którym wydaje się, że nie łączy ją nic poza wspólnym łóżkiem, okazyjnym seksem i dwójką dzieci. I przyzwyczajeniem. W drugim świecie jest Marcin – człowiek, którego kochała jeszcze w studenckich czasach i przy którym, nawet w chwilach bliskości nie była w stanie być sobą. Oboje nakładali maski, starali się zachować dystans, balansowali pomiędzy wzajemnym przyciąganiem się, a odpychaniem. Dziś Marcin ma żonę, pracę i z pozoru wydaje się być innym człowiekiem, niż ten, którego znała Teresa – ustabilizowanym, lekko zgarbionym pod ciężarem codzienności. Dwa światy, dwa skojarzenia - Krzysztof to stabilizacja, Marcin to „flow”… Czy uchylając drzwi, Teresa – starsza, dojrzalsza, obciążona kilkoma zmarszczkami – będzie w stanie przez nie przejść? Odwrócić bieg wydarzeń? Pogodzić przeszłość i teraźniejszość?

Niekiedy dostajemy od losu (siebie samych?) możliwość, by przeżyć pewne wydarzenia, które omijaliśmy, jeszcze raz . Pokusa bywa silniejsza. To, czego sobie odmówiliśmy, to, czego nam odmówiono, kusi. Zanurzamy się zatem w doświadczeniu, ale zauważamy, że przeżywamy je często inaczej. Mniej instynktownie. Nie tak świeżo i niewinnie. Przyglądamy się sobie niejako z zewnątrz – badamy, zadajemy pytania: „Czy to tak właśnie miało być?”, „Czy to tak wtedy powinnam się poczuć?”… Niekiedy – pod wpływem tych przeżyć – znów musimy dokonać weryfikacji naszego życia. Kolejny wybór – inny niż w przeszłości – bo i my sami się zmieniliśmy, dorośliśmy, osadziliśmy się mocniej w życiu…

Kozłowska pokazuje, że wolność wyboru to iluzja. Nie jesteśmy (niestety?) samotnymi wyspami - nasze wybory zmieniają nie tylko nas, ale również nasze otoczenie – dotykają naszych najbliższych, przyjaciół, sąsiadów, obcych ludzi na ulicy. Wszystkich konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Skutki naszych działań przypominają efekt motyla, który (według anegdoty) trzepocząc skrzydłami w Ohio wywołuje burzę piaskową w Teksasie.  Podobnie jest z Teresą – jej decyzje podjęte pod wpływem przypadkowego spotkania wpływają na jej rodzinę, a także na najbliższych Marcina…

Jednocześnie Kozłowska opowiadając historię Teresy pokazuje, że niekiedy trzeba powrócić do przeszłości, by móc pogodzić się z teraźniejszością. By ją zrozumieć. Teresa i Marcin – na przekór zasadom – dają sobie szansę, by tego dokonać. Robią to, czego dawniej nie odważyli się zrobić. Zdjąć maski. Kupić kwiaty. Zasnąć przy sobie. Pozwolić niegojącej się przeszłości zaleczyć, zabliźnić.

W irracjonalny, niewytłumaczalny sposób – ja ich rozumiem… I – pomimo cierpienia, jakie dla ich najbliższych niesie ich decyzja - nie umiem potępić.

***

Lubię czytać książki w miejscach, które opisują. Tak się złożyło,  że książkę Kozłowskiej zaczęłam czytać w autobusie, kiedy dojeżdżałam do Placu Bankowego. Za oknem majaczył się zarys błękitnego wieżowca. Poczułam dym nikotynowy w płucach.Pojechałam dalej, ale w tym momencie miałam wrażenie, że na chwilę moje życie i życie Teresy (tak różne przecież) przecięły się na chwilę.

Podobał mi się opis Warszawy jaki stworzyła w powieści autorka. Opis ulic, kawiarni, centrów handlowych  – miasta, które poznaję z dnia na dzień i które powoli uczę się kochać trudną miłością.

***

Zauważyłam, że bohaterki Kozłowskiej dorastają razem z nią. Teresa ma 32 lata, bohaterki „Czerwonego roweru” około 35. Ciekawa jestem, jak będzie z bohaterkami „Kukułki”, która wciąż czeka na przeczytanie. Nie ukrywam, że ucieszyłabym się, gdyby Kozłowska pozostała portrecistką swojego pokolenia i nie zamknęła bohaterek swoich późniejszych w „dobrym” wieku – pomiędzy trzydziestką a czterdziestką. Jedna z teorii pisarskich mówi, że pisarz powinien umieć się wcielić w każdą postać. Inna – że powinien pisać o tym, co zna. Kozłowska w swoich książkach pokazuje, że te dwie perspektywy można połączyć. Wciela się w przedstawicielki swojego pokolenia – w każdej z nich zostawiając cząstkę swych doświadczeń – a zarazem zna – i kobiety, i ich problemy, i Warszawę…

Komentarze (19)

Dodaj komentarz
  • porzadek_alfabetyczny

    znowu twoja recenzja jest lepsza niż książka. postanowiłam dać sobie spokój z Kozłowską i czytać ją tylko w twoich interpretacjach:)

  • j.szern

    @porządek_alfabetyczny - :) Nie wiem, jak to się dzieje, ale jak czytam powieści Kozłowskiej, to zawsze w jakimś stopniu dotykają mojego życia - nawet jeśli z pozoru ich temat jest inny :) Planuję przeczytać niedługo "Kukułkę" - ale to "za chwilę" - bo teraz borykam się z "Czuła jest noc". Fitzgerald jest dla mnie stanowczo nieczuły... ;)

  • porzadek_alfabetyczny

    znamy się mało, ale jednak podejrzewam Cię o bogatsze życie wewnętrzne niż te niemrawe stwory Kozłowskiej :) tematy jej książek są ciekawe i każda z nas może w nich coś podobnego do swojego życia znaleźć, ale jak Kozłowska pozwala nam zajrzeć do myśli swoich bohaterek to ja zapadam w śpiączkę....jakbym miała coś takiego w głowie to bym się zabiła i zaczęła raz jeszcze.można być królową albo zmęczoną życiem kobietą i one zawsze wybierają to drugie...

  • bookfa

    Hm... ciekawe jak kazdy inaczej odbiera to co czyta. Piszesz, ze oni odwazyli sie zdjac maski po latach a ja odbieram to jako kolejna probe ludzi rownie niedojrzalych jak kiedys. A nawet bardziej. Z Kozlowska mam problem. Jak ja czytam to bunt sie we mnie jakis rodzi ale lubie jej sposo opisywania. W jednym zdaniu potrafi przekazac czasem tak wiele. Kukulka jeszcze przede mna.

  • porzadek_alfabetyczny

    też mi się wydaje że oni są równie niedojrzali jak kiedyś...

  • j.szern

    @porządek_alfabetyczny - Może po prostu kobiety współczesne są zmęczone? Praca, dom, życie, balastry z przeszłości... Cenię w Kozłowskiej to, że opisuje zmęczenie współczesnych kobiet - nie koloryzuje, nie upiększa, nie bagatelizuje. Nie tworzy postaci księżniczek, które leżą na kanapie i których jedynym zmartwieniem jest kolor paznokci albo dobranie odpowiednich dodatków do wieczorowej sukni. Ich problemy mogą być problemami każdej kobiety, są uniwersalne. Teresa nie jest piękna, młoda i bogata, to nie jest współczesna królowa życia. Jest przeciętna - i moim zdaniem to atut.

    @bookfa - Nie twierdzę, że są dojrzalsi niż kilka lat wcześniej. Pisząc o odwadze w zdjęciu masek miałam na myśli to, że w przeszłości i Teresa, i Marcin, ciągle coś przed sobą udawali. Nie byli szczerzy wobec siebie - zabrakło właściwych gestów, odpowiednich słów. Po kilku latach pozwolili sobie tę "stratę" w pewnym sensie nadrobić. Kiedy przypominam sobie finał powieści, to dochodzę do wniosku, że - paradoksalnie - dzięki tej decyzji mogli osiągnąć na jakiś czas spokój. Powrócić do swojego życia bez żalu, bez poczucia, że znów coś im umyka. Dziwny to sposób na godzenie się z przeszłością, ale w ich przypadku skuteczny. Żal mi tylko Pauli było i zastanawiałam się, jak "siłą rozpędu" potoczy się dalej jej życie.
    Teresa również mnie niekiedy irytowała, np. kiedy pojawiały się wspomnienia o Łukaszu - moim zdaniem mogła wcześniej z nim zerwać, ale z drugiej strony - coś ją przy nim trzymało - może potrzeba bezpieczeństwa, stabilizacji, którą straciła jako dziecko z rozbitej rodziny? Ale nie udało jej się osiągnąć poziomu infantylizmu i czułostkowości, jak bohaterce "Samotności w sieci" Wiśniewskiego. A nie ukrywam, że tego właśnie się najbardziej bałam.
    Też podoba mi się sposób opisywania Kozłowskiej. "Czerwony rower" przemówił do mnie pod tym względem silniej niż "Trzy połówki jabłka". Ale to dla mnie zapowiedź, że po prostu warsztat autorki rozwija się. Zobaczymy, co przyniesie "Kukułka" :)

  • porzadek_alfabetyczny

    pewnie że są zmęczone..nie miałam na myśli leżenia na kanapie, tylko trzymanie główki wysoko :) królowa może mieć niepomalowane paznokcie, nie powinna mieć jednak zbolałej miny, zwłaszcza jak sama sobie wybrała taką a nie inną opcję w życiu.mam wrażenie, że bohaterki Kozłowskiej za łatwo wchodzą w schematy, chociaż czasy, kiedy kobiety musiały to robić, dawno minęły, a potem od razu zaczyna im ten schemat przeszkadzać, więc szukają wyjścia, też w schematyczny sposób. tak można nie tylko zmarnować pomysł na książkę, tak można zmarnować życie po prostu. mnie jej książki strasznie przygnębiają tą swoją przeciętnością przyjmowaną nie wiadomo czemu, bezkrytycznie, letnimi emocjami, taką pańciowatością.

  • j.szern

    @porządek_alfabetyczny - Pańcowatość to określenie, które zarezerwowałam dla Wiśniewskiego, który dotychczas nie napisał nic, co pozwoliłoby mi tę opinię o nim zmienić :) A, i dla Coelho :)

    Czy książki Kozłowskiej są przyjmowane bezkrytycznie? No nie wiem - recenzje mają różne. Ja ich nie umiem ocenić w sposób wartościujący - czasami tak mam. Mogłabym wprawdzie napisać, że "Czerwony rower" bije moim zdaniem "Trzy połówki jabłka" na głowę, tylko co by z tego wynikło? Jeśli nie mam potrzeby się czepiać, po prostu tego nie robię i skupiam się na tym, co mi dostarcza w książce satysfakcji. A z powieściami Kozłowskiej mam tak, że stanowią dla mnie trampolinę do snucia własnych refleksji - o sobie, o życiu.

    Co do schematów - owszem, teraz kobiety nie muszą w nie wchodzić. A mimo wszystko - to robią. Nie wiem, dlaczego - może imperatyw rodzinny albo kulturowy jest silniejszy? Na mnie nie działa ani jeden, ani drugi - pluję na presję środowiska i ludzi "troskliwych" i zyskuję dzięki temu opinię "świruski", "postrzelonej", "niedojrzałej". Ludzie kręcą na mnie nosem i niekiedy wręcz otwarcie mi współczują, oceniają i guzik ich obchodzą moje motywacje. A wszystko dlatego, że nie legitymuję się obrączką i rozstępami na brzuchu po porodzie. Nie powielam schematów, bo się ich boję. Odnoszę wrażenie, że Kozłowska opisuje kobiety, które często być może w dobrej wierze, kierując się wewnętrzną potrzebą, wybrały inaczej niż ja. Dostosowały się. I po pewnym czasie budzą się z ręką w nocniku, za zatrzaśniętymi drzwiami więzienia, w którym zamknęły się "na własne życzenie". Pytanie tylko - czy były świadome wszystkich konsekwencji? Raczej nie - stąd poczucie żalu i straty. Nie potępiam tego, bo sama na - niby na własne życzenie - dałam się kilka razy w życiu skrzywdzić. Pretensje mogę mieć tylko do siebie - teoretycznie...
    A schematyczne wyjścia ze schematycznych sytuacji... Cóż... Trudno tu być innowatorem, zwłaszcza jeśli jest się wtłaczanym w ramki i programowanym od dzieciństwa. Przed gębą nie ma ucieczki ;) Jak pisał Gombrowicz - "uciekam z gębą w rękach". Można jeszcze dodać za nim (w kontekście np. książek Kozłowskiej), że "Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba". Ale akurat czytanie zależy od interpretacji ;)

  • porzadek_alfabetyczny

    Wiśniewski faktycznie jest pańciowaty, to taki mini-wieszcz dla zbolałych, prawda? słyszałam,że ludzie na spotkaniach autorskich proszą go o porady życiowe...matko miła...
    Na plus Kozłowskiej muszę napisać, że przynajmniej nie jest jak Wiśniewski i Coehlo 'natchniona'.Zdecydowanie pisze od nich lepiej, chociaż nadal moim zdaniem źle. Może jest tak, że ona pisze kiepsko, ale ty czytając ją, układasz sobie pewne rzeczy w głowie, i ta lektura jest dla Ciebie po prostu startem do czegoś? wiesz, ona daje Ci jakieś 30% a resztę sensu dopowiadasz Ty, i w tym tkwi wartość jej książek? taka literatura użytkowa?
    Myślę, że jest jeszcze oprócz opcji schemat - odrzucenie schematu opcja trzecia czyli zrobienie rzeczy po swojemu. można mieć dziecko i faceta na swój własny sposób. tylko wtedy trzeba zadawać sobie pytania na każdym etapie, żeby faktycznie to było życie, a nie odbitka na ksero. bohaterki Kozłowskiej tego nie robią.
    możesz już nie odpisywać, jak nie masz siły na moje marudzenie na temat książki, która sprawiła ci przyjemność. zrozumiem :)

  • bookfa

    Zdecydowanie druga powiesc byla "lepsza", o ile to w ogole wlasciwe okreslenie. Kozlowska dojrzewa jak wino;) Duzo sobie obiecuje po Kukulce choc pewnie znowu sie bede denerwowac ;D
    W ogole to brakuje mi kogos kto jak kiedys Fleszarowa-Muskat potrafil nakreslic portret bohatera. Nawet jezeli jej bohater byl zatwardzialym komunista to nie byl nigdy prymitywnym nieukiem pozbawionym zdolnosci logicznego myslenia.

  • porzadek_alfabetyczny

    mnie kukułka doprowadziła do szału:) ale to tylko ja, same widzicie

  • bibliotekarkaczyta

    Trzy połówki jabłka czekają na mojej półce do przeczytania, ale swoją świetną recenzją zachęciłaś mnie jeszcze bardziej. Niedawno czytałam "Kukułkę" i jej bohaterki to również kobiety po 30-stce z problemami dość aktualnymi, bo problemem zajścia w ciążę. Polecam "Kukułkę" i w ogóle książki Kozłowskiej, bo to świetna, młoda, niebanalna polska pisarka.

  • j.szern

    @porządek_alfabetyczny - To prawda - Kozłowskiej daleko jest do uduchowienia, którym emanują Wiśniewski i Coehlo :) Na szczęście...
    Co do wartości książek to nie umiem ich ocenić. Nigdy nie punktowałam ich w żadnej skali, nie klasyfikowałam - to arcydzieło, to czytadło, to literatura środka (cokolwiek znaczy to pojęcie). Literaturę dla kobiet i współczesną dopiero na dobrą sprawę poznaję - bo na studiach tkwiłam w klasyce (XIX wiek - nic go nie pobije), a później wlazłam w zagłębie kryminałów. Teraz nadrabiam zaległości.
    Dobrze mi się przy książkach Kozłowskiej myśli - to prawda. Ale nie umiem ocenić, na ile moje interpretacje i dopowiedzenia są tylko moje, a na ile wynikają z książek.
    A jeśli książka Cię irytuje - to dobrze. A przynajmniej - nie jest źle. Bo chyba najgorsze, co może spotkać pisarza, to pozostawić czytelnika w stanie obojętnym, niezmąconym, bez żadnej myśli - przynajmniej ja tak sobie zawsze wyobrażałam nocne koszmary twórców :D
    Schematy można przełamać, jeśli się jest ich świadomym. Zapewniam Cię, że większość ludzi nie jest. Samoświadomość to stan trudny do osiągnięcia i dość bolesny - nie każdemu się chce, nie każdego na to stać. Odnoszę wrażenie, że Kozłowska nie pokazuje swoich bohaterek w momencie, kiedy go osiągają - tylko, kiedy zaczynają się budzić i czegoś szukać. Inna sprawa, że często nieporadnie i na oślep.
    Twoje marudzenie mi nie przeszkadza - lubię dyskusję, nie trzeba mi potakiwać, nie trzeba się ze mną zgadzać. Szanuję odrębności i pazury ;) Poza tym - patrz, jaka dyskusja się dzięki temu wywiązała ;)

  • j.szern

    @bookfa - Fleszerową-Muskat czytałam dawno temu (czyli w czasach liceum) i nie rozłożyła mnie na łopatki. Pamiętam, że nawet mnie irytowała niekiedy, a innym razem - nudziła. Może byłam za młoda, żeby wejść w skórę jej bohaterek? Mleko pod nosem jeszcze miałam i uważałam, że ich problemy są wydumane, a one - no właśnie, pretensjonalne. Myślałam sobie: "-O co im, k..., chodzi?!" :D Mama ma kilka powieści tej autorki w swojej biblioteczce, chyba jak pojadę na święta to sobie "odświeżę" tę znajomość - ciekawa jestem, jak teraz odbiorę te książki.
    Mam podobne wrażenie, jak Ty, że Kozłowska się rozwija. Odniosłam wrażenie, że w "Trzech połówkach jabłka" 'rozkręciła się' dopiero w drugiej połowie książki - wcześniej wyczuwałam jakąś niepewność, może wahanie. To subiektywne wrażenie, bo jak czytałam recenzję, to nikt na to nie zwracał uwagi. Albo jechano po całości, albo chwalono wszystko :)
    A czemu myślisz, że przy "Kukułce" będziesz się denerwować?

  • j.szern

    @bibliotekarkaczyta - Właśnie z dorobku Kozłowskiej "Kukułki" boję się najbardziej. Tematy macierzyńskie to stanowczo nie mój repertuar - nigdy nie marzyłam o dzieciach i trudno mi uwierzyć w to, że kiedykolwiek będę marzyć. Z trudem udaje mi się zrozumieć motywacje moich znajomych, które towarzyszą powiększaniu przez nich rodzin, więc tym bardziej boję się konfrontacji z postacią, która żeby zostać matką wynajmuje surogatkę... Ale nic to, przynajmniej spróbuję.

    @porządek_alfabetyczny - Dlaczego "Kukułka" doprowadziła Cię do szału?

  • porzadek_alfabetyczny

    1.w kukulce mamy -jak zwykle- bohaterkę, która wyszła za mąż nie wiadomo czemu, i nie wiadomo po co z mężem jest. straszni z nich nudziarze. i nie chodzi o to, że nudzą czytelnika, ale o to, że nudzą siebie nawzajem. nie ma w nich nawet tego irytującego dla kogoś kto to ogląda, ale w sumie działającego, uroku kasi &tomka, nie ma nic. nie wiadomo po co do tego smutnego domu chcą wprowadzić dziecko.
    2. w kukułce mamy- jak zwykle- schematy. do wyboru: biedni są może biedni, ale jacy troskliwi i solidarni (litości); pieniądze szczęścia nie dają (litości 2). co wybierasz?:)

    jeśli chodzi o dzieci,nie jestem jakąś wielką fanką, nigdy nie piszczałam nad wózkami dziecięcymi, u mnie było raczej tak: spotkałam faceta z którym niespodziewanie dla samej siebie chciałam mieć dziecko:)

  • j.szern

    Ha, trzeba by spróbować ;) To o "Kukułce" :)
    A co do dzieci - to samo mówię mojej rodzinie i znajomym - będę miała dziecko jak spotkam mężczyznę, z którym będę chciała je mieć. Inaczej to chyba nie ma sensu.

  • marchefwbutonierce

    Literatura Kozłowskiej nie za bardzo przypadła mi do gustu. "Trzy połówki jabłka" nie były jakąś fenomenalną powieścią w zbiorze moich przeczytanych książek.
    Ciekawe doświadczenie - czytać książkę tam, gdzie odgrywa się fabuła. Mnie się to jeszcze nigdy nie zdarzyło...:)

  • j.szern

    A czytałaś "Czerwony rower"? :)

    Mi też często się nie przytrafia takie przeżycie - żeby czytać książkę w miejscu, o którym opowiada. Jakkolwiek mam nadzieję, że kilka marzeń literacko-podróżniczych uda mi się kiedyś zrealizować. Jedynym problemem jest moje wrodzone lenistwo - wolę podróżować wzrokiem po książkach, niż wsiadać do pociągu, zwiedzać, być pędzona po muzeach, galeriach. Jako podróżniczka jestem niezorganizowana - nie robię planów, łażę po zaułkach, omijam to, co podobno jest najciekawsze - szukam w miejscach, które odwiedzam, własnych dróg, przeżyć i zabytków :)

Dodaj komentarz

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci