Menu

bibliotheke

Prawo ojca

j.szern

jodi picoult

 

Pierwsze spotkanie z Jodi Picoult to "Bez mojej zgody". Czytałam z okazji premiery filmu i tak się złożyło, że filmu do dziś nie widziałam - nie chciałam sobie zepsuć wrażeń z lektury. Czytałam z wypiekami na twarzy, bo wciągnęłam się w historię, a narracja prowadzona z punktu widzenia bohaterów pozwalała spojrzeć na świat ich oczami i odczuć ich emocje. Zakończenie - wstrząsnęło mną, na tyle, że musiałam zrobić sobie dwudniową przerwę od czytania.

Po "Bez mojej zgody" przyszedł czas na "Świadectwo prawdy" i wtedy - przy drugim spotkaniu - w mojej głowie zaczął krystalizować się schemat, według których autorka konstruuje swoje powieści.

Czytałam kiedyś opinię krytyka muzycznego, który stwierdził, że jeśli pierwsza płyta wydana przez zespół jest świetna - to jest to przypadek. Druga równie dobra - budzi nadzieję. Ale prawdziwym potwierdzeniem wartości zespołu jest dopiero trzecia płyta. Zastanawiałam się, czy można takie stwierdzenie odnieść do książek i schematów według których są konstruowane. Trzecie podejście do twórczości Picoult potwierdziło, że autorka konstruuje swoje powieści według przepisu, który zaczął się krystalizować w mojej głowie przy czytaniu "Świadectwa prawdy".

A oto kilka składników "przepisu na powieść wg Picoult", które wychwyciłam. Być może jest ich więcej, ale te póki co najbardziej rzuciły mi się w oczy:

TEMAT

Kontrowersyjny i chwytliwy. Historie, które bywają roztrząsane w programach interwencyjnych. Tak "z grubsza" można określić krąg tematów interesujących Picoult. W "Zagubionej przeszłości" opowiada historię Delii, która jako dorosła kobieta odkrywa, że jej dotychczasowe życie zostało zbudowane na kłamstwie. Nie nazywa się Delia. Jej matka nie zginęła w wypadku. Jako czteroletnie dziecko została porwana przez ojca, który po latach życia w ukryciu ma stanąć przed sądem i odpowiedzieć za swój czyn.

Czy ojciec Delii miał prawo porwać córkę? Czy można usprawiedliwić to, że przez lata pozwalał jej żyć w kłamstwie, wmawiając jej, że matka nie żyje? Dlaczego wybrał tak radykalne rozwiązanie? Czy prawda nas wyzwala?  Kiedy stajemy się przestępcami - przed wejściem do więzienia czy po przekroczeniu jego murów? Jak wiele powinniśmy poświęcić dla ukochanej kobiety? Gdzie są granice lojalności w przyjaźni? Picoult - ustami bohaterów - zadaje w swojej powieści te i wiele innych pytań - i konfrontując ze sobą różne racje szuka na nie odpowiedzi.

Właśnie - szuka, ale ich nie udziela. Bardziej skupia się na pokazaniu, że mimo iż żyjemy w świecie, w którym ramy postępowania wyznaczają kodeksy prawne  i  prawa moralne, to jednak istnieją sytuacje, które wymykają się jednoznacznym ocenom. To jest moim zdaniem prawdziwa wartość jej książek - Picoult uczy wrażliwości i empatii. Oducza ferowania wyroków na podstawie krótkiej wzmianki w gazecie lub telewizji. Uczy wgryzania się w problem, ważenia słów i opinii, pochylenia się i wsłuchania się w racje każdej strony. Pokazuje, że nasze życie nie jest mozaiką czerni i bieli, ale składa się z różnych odcieni szarości. Jej powieści są niemal tendencyjne na modłę pozytywistyczną - mają wyraźny problem, który należy rozstrzygnąć, i mimo że Picoult pokaże jego rozwiązanie na sali sądowej - w świetle stosownych paragrafów,to jednoczeście zaznaczy, że - prawdziwymi sędziami - jesteśmy my sami.

Kiedy czytałam "Bez mojej zgody" pomyślałam, że gdyby Picoult znała historię Alicji Tysiąc, to zapewne chętnie by ją opisała. Być może wtedy niektórzy nadgorliwi zastanowiliby się trzy razy, zanim rzuciliby kamieniem?

JEDNYM Z GŁÓWNYCH BOHATERÓW KSIĄŻEK PICOULT JEST PRAWNIK...

W tym przypadku będzie nim Eric - narzeczony Delii i ojciec jej dziecka. Niepijący alkoholik. Na prośbę narzeczonej podejmuje się obrony swojego przyszłego teścia. To sytuacja bez wyjścia. Pułapka. Zadanie, które przerasta Erica i zaciąży na całym jego życiu.

Konsekwencją powyższych elementów - będzie to, że CZĘŚĆ AKCJI POWIEŚCI ROZGRYWA SIĘ NA SALI SĄDOWEJ. Książki Picoult przypominają mi niekiedy powieści Grishama - są kruczki prawne, walka na paragrafy, walka z czasem, walka na wnioski, serialowy wgląd w amerykańskie sądownictwo. Jednocześnie proces jest tylko pretekstem do snucia rozważań. Wyrok - ogłoszony w majestacie prawa - nie oznacza bynajmniej, że problem, który zostaje przedstawiony w powieści, zostaje rzeczywiście rozstrzygnięty.

Warto też dodać do schematu PROBLEMY UCZUCIOWE PRAWNIKA/PRAWNICZKI. W przypadku "Zagubionej przeszłości" był to wątek najbardziej irytujący. Delia, Fritz i Eric przyjaźnili się od czasów dzieciństwa. W szkole rodzi się między nimi uczucie. Eric i Delia zostają parą - ich związek wytrzymuje próbę czasu, rozstań na czas studiów, walki z uzależnieniem mężczyzny. Fritz staje się w tym czasie dyskretnym statystą. Pojawia się, gdy potrzebne jest ramię do wypłakania się i moralne wsparcie. Do bólu lojalny, ale jednocześnie rozdarty - pomiędzy wymogami przyjaźni a własnymi uczuciami. Kryzys w życiu Delii sprawi, że Fritz nie będzie w stanie dłużej ukrywać "w szafie" tego, co czuje. Pozostaje tylko pytanie - dokąd zaprowadzi to trójkę naszych bohaterów?

Picoult rozwijając ten wątek bazuje na nieśmiertelnym schemacie "trójkąta". Nie ma tu nawet odrobiny własnej inwencji, wątek ten jest poprowadzony w sposób do bólu przewidywalny (przynajmniej dla mnie).

Najbardziej irytowały mnie monologi wewnętrzne Fritza i Erica, którzy rozpamiętywali narodziny uczucia do Delii, pierwsze pocałunki, westchnienia, "ta jedyna", och, ach... Zalatywało mi niekiedy harlequinem :/ Nie byłam w stanie uwierzyć w ich deklaracje. Być może dlatego, że nie znam ŻADNEGO mężczyzny/faceta, który na trzeźwo tak by opowiadał o swoich uczuciach. Może to się zdarza na kozetce u psychologa, może po trzech butelkach wina, ale - ta czułość, ten sentymentalizm... Czytałam, przewracałam oczami, krzywiłam się niemiłosiernie, byłam poirytowana... Yhm, cierpiałam...

NARRACJA.

Picoult prowadzi narrację z punktu widzenia głównych bohaterów swojej powieści - w przypadku "Zagubionej przeszłości" będą nimi: Delia, jej ojciec i matka oraz jej narzeczony (Eric) oraz przyjaciel (Fritz). To interesujący zabieg - pozwala bowiem lepiej utożsamić się z bohaterami i spojrzeć często na te same sytuacje z różnych punktów widzenia.

ALE... W tym przypadku zabrakło mi indywidualizacji języka bohaterów. Odniosłam wrażenie, że każdy z nich mówi i myśli w podobny sposób. Być może coś zginęło w przekładzie? A może się czepiam? Brak indywidualizacji spłaszczył moim zdaniem kreacje bohaterów powieści. Niby autorka pokazuje, że są różni, mają odmienne sposoby przeżywania trudnej sytuacji, w której się znaleźli. Ale mówią o niej tym samym językiem i to odbiera nieco im wiarygodność.

Podsumowując... Czytałam tę książkę z przyjemnością. Wciąga. Ale jednocześnie ciągle nie mogłam się pozbyć uczucia, że w przypadku tej powieści coś mi "nie zaskoczyło". Może dlatego, że takie historie już znam? Opisuje je prasa, powstają na ten temat filmy?

W odbiorze nie pomogła mi też ilość problemów przewijających się przez karty powieści.

Można tu bowiem znaleźć walkę o prawa do opieki do dziecka. Stereotyp - dziecko zostaje przy matce. Wychowanie w niepełnej rodzinie i braki z tego faktu wynikające. Są tu uzależnienia. Trójkąt miłosny. Zdrady. Rozdarcie pomiędzy sielskim i anielskim dzieciństwem i przeszłością, a brutalną i przytłaczającą teraźniejszością. Wyparte wspomnienia. Jest opis więzienia rodem ze "Skazanych na Shawshank". Jest samobójstwo. Nieuleczalna choroba. Indiański rezerwat. Pedofilia. No, trzy grzyby w barszcz. Przytłoczyła mnie ilość tych wątków i zabrakło mi wyraźnego rozłożenia akcentów. Może gdyby Picoult trochę okroiła ilość historii pobocznych?...

Nie mogłam też poradzić nic na to, że bohaterowie - nawet ci kreowani na sympatycznych - niesamowicie mnie irytowali. Jasne, rozumiem - świat im się zawalił. Ale mimo to praktycznie każdego miałam ochotę przełożyć kilka razy przez kolano albo wystawić za okno, żeby nieco ochłonął. Oni przeżywali, a ja byłam obca. Niezaangażowana emocjonalnie (poza mniej lub bardziej wzrastającą irytacją). Z zapałem badacza, który preparuje żabę, punktowałam kolejne elementy schematu powieściowego Picoult.

Ponownie mam wrażenie, że marudzę nad naprawdę niezłą książką. Bo nie zamierzam na niej zakończyć przygody z twórczością Picoult. Na lekturę czeka "19 minut". Przyznaję, że są momenty, w których twórczość tej autorki idealnie potrafi wkomponować się w moją "aurę". Tym razem najwyraźniej się to nie udało. Poza tym, zapał preparatora żab nie wygasa - nadal mam się ochotę przekonać, czy schemat, który odnalazłam w jej powieściach, da się zastosować do reszty jej twórczości ;)


P.S. Pisarze często na początku lub na końcu książki umieszczają podziękowania dla osób, bez których powieść nie mogłaby powstać. Najczęściej je pomijam. Tym razem zrobiłam wyjątek.
Policzyłam osoby, które z imienia i nazwiska wymienia Picoult. Zgadnijcie ile ich było? Podpowiem - dużo :)


 

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • porzadek_alfabetyczny

    masz siostrę-preparatorkę żab :) (isbn.blox.pl/2011/01/Jodi-Picoult-Krucha-jak-lod.html). ciekawa jestem, czy odpoczęłabym przy tej książce. mam tak, że kiedy czytam o poważnych tematach, ale podanych tak,że nie przejmuję się nimi, przygnębia mnie to.
    35? :) też mnie czasem zadziwia, ile osób kręci się wokół książki, zanim ona powstanie

  • j.szern

    36 :D A to tylko osoby wymienione z imienia i nazwiska. Poza nimi jest też "wiele innych". Zauważyłam, że ta moda dociera do nas zza oceanu. Nasi rodzimi pisarze póki co ograniczają się do podziękowań "oskarowych" - mamie, tacie, żonie, mężowi, dzieciom i redaktorom :) Strach się bać - co będzie, jak się ośmielą :) Z jednej strony to miłe - bo ostatecznie minęły czasy, kiedy pisarz tworzy nad kartką papieru na poddaszu. Z drugiej strony - taki zabieg przypomina mi niekiedy pracę w fabryce samochodów - pieczołowite sklejanie części i oto mamy najnowszy model. Niby nie mam wątpliwości, co do autorstwa, ale mam wrażenie, że coraz bardziej pisarz zamienia się w producenta klejącego kolejne strony z gotowych materiałów.
    Picoult jest dobra na "odprężanie się" - a przejęcie się tematem jest kwestią chyba nie tylko podania, ale i czytelniczego momentu. Jak czytałam "Bez mojej zgody" to się przejęłam - a że przy "Zagubionej przeszłości" to mi się nie przytrafiło - no, bywa...

  • porzadek_alfabetyczny

    rozważam 'w naszym domu', bo bardzo mi się podobał 'dziwny przypadek psa nocną porą' Haddona (chłopiec chory na Aspergera + zagadka kryminalna). z tego co piszesz musiałabym przeanalizować swój cykl i zsynchronizować Picoult z tymi najbardziej sentymentalnymi dniami:))) może wtedy uwierzę nawet w te męskie rozważania o emocjach:)

  • j.szern

    Też myślałam o przeczytaniu tej książki. Nie odniosłaś wrażenia, że zespół Aspergera robi ostatnio karierę w literaturze? :)
    Istnieje szansa, że akurat w tej powieści Picoult nie będzie męskich rozważań o miłości. Próbuję sobie właśnie przypomnieć, czy były w "Świadectwie prawdy" albo w "Bez mojej zgody" tego typu rozważania. Albo ich nie było, albo nastąpiła synchronizacja cyklu z lekturą :) Bo nie zwróciłam na to wcześniej uwagi :)

  • marchefwbutonierce

    ...więc nie oglądaj filmu, aby nie popsuć wrażenia o książce "Bez mojej zgody". Ja na razie przeczytałam tylko tę, a na półce czeka "Deszczowa noc".

  • j.szern

    Na pewno w najbliższym czasie nie będę miała ani czasu, ani okazji :) Może spróbuję w wakacje. "Deszczowa noc" jeszcze przede mną - ale też odkładam na później. Lubię robić sobie przerwy pomiędzy książkami Picoult.

  • katarzyna_napora

    Lubie taką narrację, dużo książek Chmielewskiej również pisana jest w pierwszej osobie. Jak tylko w końcu opuszcze drugi urząd skarbowy toruń to chyba do empiku sie przejde i kupie :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci