Menu

bibliotheke

Na krawędzi (Portrait of an American Family)

j.szern

Nicholas Evans

Pamiętam szum, jaki towarzyszył premierze ekranizacji debiutanckiej powieści Nicholasa Evansa. Kolejny „must see” na podstawie bestsellera z serii „must read”.  Uhh… Do wyrzygania...

Byłam wtedy na etapie kontestowania tego, co w literaturze współczesnej się działo, a na kolanach niemal wielbiłam powieści Balzaca i Zoli. Obejrzałam przy jakiejś okazji ekranizację „Zaklinacza koni” i uznałam, że nie ma czym się emocjonować i co czytać. Ot, kolejny cukierek, który smakuje wszystkim i po skoku insulinowym prowadzi do murowanej hipoglikemii.   

Mijały lata a ja nadal szerokim łukiem omijałam Evansa.  W tym czasie zdążyłam się już przeprosić z literaturą współczesną (wpływ zakochanej w niej koleżanki),  ale na książki tego pisarza nadal kręciłam nosem. Znalazłam kiedyś za bezcen w antykwariacie „Serce w ogniu” i widząc nazwisko autora odłożyłam na półkę. Do tej pory żałuję.

Pierwszy kontakt z jego prozą miałam zaraz po podjęciu drugich studiów. Pierwszy zjazd, nikogo nie znałam. Siedziałam na wykładzie, a rząd za mną – dziewczyna zatopiona w lekturze „Pętli”. To była pierwsza osoba, z którą nawiązałam kontakt na uczelni i która namówiła mnie do przeczytania tej powieści. Wzięłam się za nią z nieufnością – i przepadłam. Możliwe, że trafiła na właściwy czas – bo jak zwykle – potraktowałam tę książkę osobiście i odnalazłam tam fragment mojej historii.

Na „Przepaść” natknęłam się przez przypadek przeszukując zasoby jednej z księgarni internetowych. Zainteresował mnie opis i wątek kryminalny. A ponieważ udało mi się okazyjnie upolować wydanie kieszonkowe – cieszyłam się tym bardziej. Lektura była najeżona różnymi problemami – zafascynowanie, strata książki w mało przyjemnych okolicznościach, odkupienie (książki ;), ponowna lektura. Warto było.

***

Dwóch narciarzy w czasie wycieczki w góry przez przypadek odnajduje w jaskini zamarznięte w bryle lodu zwłoki młodej dziewczyny. Jane Doe szybko zostaje zidentyfikowana jako zaginiona od kilku lat i poszukiwana przez władze Abigail Cooper – młoda aktywistka skrajnego ruchu ekologicznego, oskarżona o liczne akty ekoterroru oraz morderstwo. Wydawać by się mogło, że to idealny wstęp do kryminału albo thrillera, ale pozory mylą. Zagadka śmierci staje się dla Evansa pretekstem do przedstawienia historii rozpadu rodziny i konsekwencji tego faktu.

Historia rozpadu rodziny Cooperów jest z pozoru boleśnie stereotypowa. Mamy tu zatem parę małżeńską z dwudziestokilkuletnim stażem. Dwójkę odchowanych dzieci. Traumatycznych teściów (jego matka to kobieta bezgranicznie zakochana w swoim synu, jej ojciec – opresyjny i poniżający – zwłaszcza wobec człowieka, którego uważał za parweniusza niegodnego jego cudownej i dobrze urodzonej córki). Typowa „dobra rodzina”. Małżonkowie są dobrze sytuowani. On jest współwłaścicielem firmy architektonicznej, ona – właścicielką księgarni. Wyjeżdżają na coroczny urlop na ranczo w Montanie. Tam on poznaje młodszą i piękną malarkę Eve. Po kilku miesiącach nawiązują ponownie kontakt. Ben zakochuje się ze wzajemnością i odchodzi od rodziny.

Ocena po takim streszczeniu jest dość przewidywalna. On – zdradziecka świnia przeżywająca kryzys wieku średniego. Ona – biedna i porzucona żona, swoją dzielnością wobec ciosu budząca szacunek i współczucie u otoczenia. Ich dzieci – biedactwa, z przetrąconymi życiorysami i bez nadziei na ułożenie sobie życia rodzinnego i osiągnięcie życiowej stabilizacji – ot, kolejne złamane roślinki, które będą zalegać na kanapach psychoanalityków.

Żeby to było takie proste…

Evans bardzo szybko przełamuje powyższą ocenę. Pozwala nam spojrzeć na sytuację rozpadu związku oczami zdradzającego męża, zdradzanej żony, ich dwójki dzieci oraz kochanki. Zaglądamy do prywatnych skrytek i szaf, za drzwi sypialni. Stereotyp pryska.

Evans nie osądza swoich bohaterów i ich wyborów – tę kwestię pozostawia czytelnikowi. Ale również nie moralizuje. A mógłby. Ostatecznie – można dojść do prostego wniosku, że winę za śmierć córki i jej wcześniejszą działalność ponoszą rodzice – a właściwie ojciec, który „szukając siebie” i próbując przezwyciężyć swoje kryzysy, „poszedł na łatwiznę” i zamknął za sobą drzwi do rodzinnego domu uciekając w ramiona młodszej i ładnej kochanki, zapuszczając włosy i wychowując nieswoje dziecko.

To prawda – powyższe wyjaśnienie jest jednym z możliwych. Dzieci rozwiedzionych małżeństw przeżywają rozpad rodziny bez względu na to, w jakim były wieku, kiedy miał on miejsce. Abigail jest dorosłą osobą – ale to nie znaczy, że jest osobą dojrzałą. Rozwód rodziców wyzwala w niej bunt, którego nie przeżyła najwyraźniej jako nastolatka.

Po trupie Abigail można dojść do prostej konstatacji – rozwody są złe. Ale tu znów historia opowiedziana w Przepaści staje nam na drodze. Dla brata Abigail rozwód rodziców był – paradoksalnie – wydarzeniem, dzięki któremu poczuł się mężczyzną. Jakby kochający i wspierający ojciec, którego wcześniej miał u boku, sprawiał, że chłopak nie miał motywacji by zmierzyć się z otaczającym go światem.

Ale zagadka kryminalna czy rozpad rodziny nie są jedynymi tematami, na których w tej powieści koncentruje się Evans. W tle pojawia się problem ginącej przyrody i jej obrońców.

Temat ten pojawiał się już w Pętli, ale w Przepaści zostaje szerzej nakreślony. Evans pokazuje krajobrazy Montany niszczonej przez niekontrolowane wyręby lasów czy odwierty poszukiwaczy współczesnego złota (ropy). Przeciwko takiej rabunkowej i nastawionej na zysk polityce protestują ekolodzy. Evans jednak nie jest bezkrytycznym zwolennikiem tych ostatnich. Obok manifestacji pokojowych rozpędzanych brutalnie przez policję, obok prób zwrócenia uwagi na problem ochrony środowiska poprzez przykuwanie się np. do drzew, istnieją grupy eko-ekstremistów, którzy są gotowi posunąć  się do działań przestępczych (podpalenia, morderstwo) w imię ochrony przyrody, która – w ich przypadku – staje się wyższym dobrem, swoistą racją stanu. Autor ukazuje jednocześnie bezradność protestujących – zwłaszcza pokojowo – wobec przedsiębiorców żyjących zgodnie z zasadą „po nas  choćby potop”. Problem – jak walczyć o przyrodę tak, by nas nie tylko słyszano, ale również słuchano – pozostaje nierozstrzygnięty. Jedynie poddany refleksji czytelnika. Jako problem coraz bardziej palący...

***

Tytułowa przepaść może być rozumiana na kilka sposobów. Dosłownie – jako przepaść, w którą spada Abigail. Metaforycznie – jako krawędź, nad którą staje jej rodzina lub ginący świat przyrody, który nas otacza. Wreszcie – jako metafora naszego życia, wyborów i ich konsekwencji. Przypominamy bowiem w życiu turystów spacerujących beztrosko po górach. Evans pokazuje, że niekiedy niewinny kamień strącony przez nas przypadkiem na górskim szlaku, może wywołać lawinę. A nierozsądnie postawiony krok – decyzja, wybór – może zaprowadzić nas na skraj przepaści.

***

Zastanawiam się nad zakończeniem powieści. Nie, nie, nie zamierzam go zdradzać :) Przyszło mi  jednak na myśl, że w normalnych okolicznościach bym je kontestowała (Uuu… Bleee.. Co to ma być?!). Co zatem sprawia, że w przypadku powieści Evansa ja to po prostu „kupuję”? Czy prawda psychologiczna o bohaterach, którą potrafi w sposób prosty, ale sugestywny, przekazać, tak, że śledzę ich życie z takimi emocjami, jakby chodziło o moje własne? Czy też może małe kroki, którymi nas do niego doprowadza? Evans bowiem pokazuje, że nie ma w życiu gwałtownych przełomów – a to, co się nimi wydaje być – jest w rzeczywistości procesem, którego istnienia i którego złożoności jesteśmy w stanie dociec dopiero po faktach.

***

Preparatorka żab oczywiście nie śpi :) Powoli krystalizuje mi się w głowie pewien schemat – rys charakterystyczny problemów podejmowanych przez Evansa. Piszę o tym po lekturze dwóch jego powieści – stąd poniższe dane mogą w przyszłości ewoluować w zderzeniu z resztą dorobku. Na podstawie Pętli i Przepaści stwierdzam, że znaleźć można w książkach Evansa:

  • kryzys rodziny/małżeński – jako temat pierwszoplanowy lub poboczny;
  • zdrada małżeńska – j. w.
  • konflikt pokoleń – dzieci kontra rodzice – j.w.
  • przyroda –  dziewicze pejzaże, konie, ginące gatunki, itp.;
  • problem ochrony środowiska;
  • śmierć – morderstwo, samobójstwo, wypadek – różne są jej przyczyny;

 

Myślę o tym schemacie bez złośliwości. Możliwe, że wynika to stąd, że w pewnym sensie każdy pisarz ma swoje leitmotivy, a Evans nie pretenduje do pozycji Noblisty. Ponownie używam pojęcia, które rozpoznaję tylko intuicyjnie – ale pasuje mi ono do jego twórczości – „literatura środka”. Ale dobrze „skrojona” literatura środka.

Wreszcie – nie wyzłośliwiam się na ten schemat, bo Evans nie produkuje kolejnych bestsellerów z prędkością pani z poczty pieczętującej przesyłki. Na koniec tego roku jest zapowiedziane polskie wydanie jego ostatniej powieści  The Brave, wydanej w 2010 roku – pięć lat po Przepaści, która do czasu tej premiery była ostatnią książką w jego dorobku.

***

P. S. Mam ochotę przeprosić się z „Zaklinaczem koni”  ;) Książką, naturalnie.



© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci