Menu

bibliotheke

Bez przedawnienia

j.szern

Charlotte Link

W życiu pragniemy być sobą. Samorealizacja to słowo-wytrych, które pojawia się przy okazji udzielania odpowiedzi na pytanie: co chcesz osiągnąć w życiu? Może ona przejawiać się w różny sposób. Dla jednych oznacza swobodę decydowania o sobie. Dla innych – pełne konto w banku i możliwość spędzenia urlopu w dowolnym miejscu w świecie. Jeszcze inni stwierdzą, że najszczęśliwsi będą posiadając rodzinę – męża/żonę i gromadkę dzieci.

Nasze pragnienia nie zawsze jednak mogą się spełnić. Na przeszkodzie stają Inni – społeczeństwo i jego reguły oraz oczekiwania. Kiedy nie możemy obejść zakazów – najczęściej tłumimy w sobie pragnienia, które nie są akceptowane i które mogłyby spowodować nasze odrzucenie. Możemy je oczywiście sublimować – zostać malarzem aktów, zamiast podglądaczem, pisać krwawe thrillery – zamiast zabijać ludzi.

Co się dzieje jednak, kiedy dajemy sobie możliwość realizacji naszych pragnień – na przekór otaczającemu nas światu? Świadomi zła, nie zawsze świadomi jego konsekwencji – podążamy za naszymi marzeniami – budząc w sobie poczucie winy i niszcząc otaczających nas ludzi.

Charlotte Link w swojej powieści analizuje problem ludzkich pragnień, które długo stłumione – zaczynają w końcu żyć własnym życiem. Wydostają się z ukrycia i dominują nasze życie, kładąc się cieniem na życiu naszych najbliższych.

Oto Virginia. Kobieta po trzydziestce. Wydaje się być aspołeczna – nie lubi udzielać się towarzysko, nie lubi przyjęć, spotkań ze znajomymi. Posiada rodzinę – męża, dziecko, a wydaje się mimo to bardzo samotna. Ukrywa się przed światem w domu w Nortfolk lub w posiadłości odgrodzonej od świata parkiem pełnym starych drzew. Nie pozwala przyciąć ich gałęzi, tak, że nawet w słoneczne dni – w jej domu panuje półmrok. Myślę o niej i przypomina mi się jeden z wierszy Kawafisa, Okna:


W tych mrocznych pokojach, gdzie upływają

moje ciężkie dni, chodzę od ściany do ściany,

żeby znaleźć okna. – Znajdę pociechę,

jeśli otworzy się jedno okno. –

 

Ale okien nie ma, albo nie mogę

ich znaleźć. Może lepiej ich nie znaleźć.

Może światło okaże się nową męką.

Kto wie, jakie nowe rzeczy odsłoni.

 

Virginia ukrywa w szufladzie swoje zdjęcia sprzed lat – zdjęcia, na których jest młodą, spontaniczną i czerpiącą z życia pełnymi garściami dziewczyną. Co zatem spowodowało tę zmianę? Jakie wydarzenie z przeszłości rzuca tak głęboki cień na życie Virginii, że nie jest w stanie przeżywać życia, a jedynie w nim wegetować? Czy Nathan Moore, żonaty rozbitek, któremu Virginia udzieli wsparcia po wypadku, pomoże jej uporać się z cieniami przeszłości?

Ale wina, którą analizuje w swojej powieści Link ma również inne wymiary.

Oto młoda dziewczyna, która urodziła niechciane dziecko. Wpadła. Nie dokonała aborcji. Pracuje. Mieszka z matką, której jedynym zajęciem jest jedzenie i oglądanie telewizji. Dla tej dziewczyny dziecko jest kamieniem młyńskim przywiązanym do szyi. Często wydaje jej się, że tonie – że nie żyje prawdziwym życiem. Pragnie flirtować, bawić się, a nie opiekować się i wychowywać. Zabiera swoją córeczkę na plażę – jest głodna - idzie po jedzenie – dziecko śpi. Kiedy wraca, jej córeczki nie ma. Od tego momentu będzie żyła w cieniu poczucia winy – że niedostatecznie kochała swoje dziecko. Że odmówiła mu ostatniej przyjemności, o jaką mała prosiła – jazdy na karuzeli. Nie może oczekiwać zrozumienia dla swojego postępowania – wyrodna matka, nieuważna matka – taki obraz jej osoby wykreują pozornie współczujący i empatyczni dziennikarze.

Oto człowiek, który przez całe życie kontrolował swoje pragnienia. Jest pedofilem. Ma tego świadomość. Nie chce krzywdzić dzieci. Pewnego dnia jednak jego pragnienia wymykają się spod kontroli.

Oto troskliwa i kochająca matka zgwałconej i zamordowanej dziewczynki, obwiniająca się o to, że ostatnie słowa, które wypowiedziała do żyjącej jeszcze córeczki, były słowami podyktowanymi przez gniew i zniecierpliwienie.

Skoro jest wina – musi być również kara. Karą może być osąd społeczeństwa. Nawet jednak on nie jest tak bolesny jak osąd wydany przez własne sumienie. Przebaczenie samemu sobie jest trudniejsze niż przebaczenie drugiemu człowiekowi. Czy jest możliwe? Link pozostawia to pytanie otwartym.

Powieść Charlotte Link nie jest typową powieścią kryminalną. Ani thrillerem. Te dwa gatunki mieszają się ze sobą – autorka dość zręcznie myli tropy i podsuwa czytelnikowi inne – fałszywe. Jednocześnie jej powieść stanowi dla mnie przykład tendencji, które można zaobserwować we współczesnej literaturze kryminalnej. Już nie o samą zbrodnię w niej chodzi, nie o śledztwo i rozwiązanie zagadki - równie ważne jest naszkicowanie portretów psychologicznych bohaterów i tła społecznego. Kryminał? Thriller? Powieść psychologiczna? Powieść obyczajowa? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Gdyby Link napisała ją – dajmy na to – pięćdziesiąt lat temu – wcale bym się nie zdziwiła, gdyby na swój warsztat wziął ją mistrz suspensu – Alfred Hitchcock. Nieczęsto bowiem zdarza mi się zgodzić z opinią z okładki – a z tą akurat się zgadzam: "Charlotte Link to mistrzyni zagadkowej intrygi. Pisze znakomicie, w tak bardzo brytyjskim klimacie, że niejeden angielski autor mógłby jej pozazdrościć."

***

Czytałam kryminał Charlotte Link ponad dwa miesiące temu. Recenzję piszę dopiero teraz (ech, te zaległości...) – bez książki pod ręką (w czytaniu u mamy) i praktycznie bez notatek. Ciekawe jest obserwowanie tego, co pozostaje w głowie z dystansu – po przeczytaniu powieści. Zwykle dość szybko zapominam – zwłaszcza kryminały – powieść Link pozostała mi jednak w pamięci. Nie tyle ze względu na szczególne właściwości, co przez refleksje, dla których była pretekstem.

Mam ochotę na przeczytanie osławionego „Domu sióstr”. Opinie, które czytałam na blogach są dość skrajne – od oczarowania po rozczarowanie. A muszę wam powiedzieć, że nic tak nie wzmaga mojego czytelniczego apetytu jak skrajności.

 



Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • bookfa

    Wezme sie za te pania ;)

  • j.szern

    Czytałam, że jest nierówna. Ale ta jej książka - jedyna póki co, którą czytałam - mi się podobała. Główna bohaterka z czasem nieco mnie irytowała - ale całość moim zdaniem godna polecenia. Zwłaszcza na takie wieczory jak dzisiejszy. Właśnie spadł u mnie śnieg ;) Przygotowałam świece - bo przy niespodziewanych załamaniach pogody bywa, że odłączają nam światło :D

  • kasia.eire

    do tej pory czytałam tylko Dom sióstr i bardzo mi się podobał. Nie ma tam fajerwerków, ale jest dobra historia, a to lubię najbardziej

  • j.szern

    Kasiu, ja też lubię dobre i dobrze opowiedziane historie. Więc jak tylko maj minie i odbiję się od finansowego dna to sobie zamówię i "Dom sióstr", i "Room" w bonusie. Jak się rozpieszczać, to się rozpieszczać. Jak mi się uda obronić - to będzie to moja nagroda ;)

  • mdl2

    Recenzja jest tak zachęcająca, że złamałam pewne drobne postanowienie i kupiłam tę książkę :)

  • j.szern

    Mdl2 - mam nadzieję, że się nie zawiedziesz - pamiętam, że nie lubisz kryminałów, ale to nie jest typowy kryminał. Nawet zrobiłam sobie wariację na temat - "co by było gdyby nie było w tej powieści wątku kryminalnego" - nadal bym chciała ją przeczytać :)

  • mdl2

    Zachęciło mnie to, że nie zaliczyłaś jej jednoznacznie do kryminałów, a poza tym te bohaterki i "brytyjski klimat", to wygląda na coś, co może mi się spodobać. A teraz walczę ze sobą, żeby nie rzucić całkiem ciekawej biografii Darwina na rzecz tej książki :)

  • j.szern

    Nie rzucaj biografii - zwłaszcza, że książka nie ucieknie :) Czekam na Twoje wrażenia z lektury :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci