Menu

bibliotheke

Cisza

j.szern

Nie tylko Kawafis jest moim mistrzem na chwile borykania się z życiem. Jest wiersz Broniewskiego, do którego lubię wracać w trudnych momentach. Warto pamiętać o tym tekście, bo kilka miesięcy temu przedstawiałam nieco inne oblicze poety. A tymczasem Broniewski, który był poetą spleenu i czynu, który przeżywał tragedie osobiste, który – on, poeta komunista – został osadzony na kilka miesięcy w stalinowskim więzieniu, a mimo to nie zwątpił w sens wyznawanej przez siebie idei – jest również autorem wiersza W pociągu.

Nie jest to bynajmniej tekst spod znaku hurra-optymizmu. Broniewski nigdy nie dojdzie w swojej poezji do stanu, w którym na cmentarzu zamiast krzyży będzie widział plusy. Cierpienie oswoi przez krzyk, przez ironię i dystans – ale nie przez filozofię amerykańskiego uśmiechu. W tym jest mi bliski. Hasło Always Look on the Bright Sight of Life przemawiało do mnie - ale w Żywocie Briana – a i to zapewne tylko przez kontekst... :)

W swoim wierszu Broniewski przedstawia banalną z pozoru sytuację – podróż pociągiem. Lubię pociągi – i te nowoczesne – bezszelestne, bezpieczne, klimatyzowane, i te stare – rozklekotane, dudniące, skrzypiące i odrapane. To mój ulubiony środek transportu - do pracy, do domu, na wakacje, do znajomych, na wesele, na pogrzeb… W tej wyliczance brakuje tylko podróży spontanicznej – spod znaku „wsiąść do pociągu byle jakiego”. Jeszcze wszystko przede mną.

Dla Broniewskiego cel podróży nie jest istotny. Podróż pociągiem – pomiędzy dwoma anonimowymi miejscami – jest tylko momentem, w którym podmiot liryczny doświadcza stanu szczęścia. Oderwany od codzienności, od trosk – wychyla się z okna pociągu – czuje zapach ziół, promienie słońca, ciepło lipcowego dnia – i szczęście… Szczęście, na „które nie ma rady”, które nie ma związku z celem podróży, które jest obezwładniające i wypełnia na chwilę pustkę serca (Emilka ze Srebrnego Nowiu określała takie przeżycie mianem „promyka”). Nie da się go zaplanować, wyreżyserować. Lampka wina, popołudniowa kawa, noc nad fascynującą książką – nasze codzienne małe rytuały, które mają przynieść nam chwilę wytchnienia i drobnej radości nie są jego gwarancją. Tak jak gwarancją tego „promyka” nie jest spełnienie życiowych marzeń i różnie rozumiane sukcesy. A jednak gdy się pojawia – znienacka i obezwładniająco – pozwala na chwilę zobaczyć lub przeczuć sens w pogmatwanym biegu wydarzeń, zatrzymać się, w zgiełku życia odnaleźć niespodziewany moment ciszy.

Takie chwile „ciszy w sercu” są - jak pisał Jasieński  - „słodkie i kruche jak chrust”. Broniewski również nie pozostawia złudzeń, co do ich trwałości („łatwo ją spłoszyć lub zatruć”). Warto jednak je chronić – pozwolić sobie na ich nieskrępowane przeżycie – zatrzymać je przy sobie i w sobie jak najdłużej. A kiedy przeminą – po prostu je pamiętać. Jestem kolekcjonerką takich „momentów”.

Macie takie chwile? Ja dziś taką przeżyłam. Przemierzałam właśnie Plac Konstytucji, wlokąc ze sobą torbę pełną książek i niepotrzebną parasolkę. Szłam – bynajmniej nie zamaszyście - z kolejnym „kamieniem w bucie” i „nożem w plecach”. Mijali mnie ludzie, niektórzy mnie potrącali. Ulica szumiała – kierowcy zatrzymywali się w korkach, trąbili, przeklinali. I wtedy przypomniałam sobie, że za tydzień o tej porze będę w pociągu, który wywiezie mnie na chwilę z Warszawy i z mojego życia. Przypomniałam sobie wiersz Broniewskiego. I tak jakoś…

***

Władysław Broniewski

W pociągu

Spójrz, rozchodnik i macierzanka
biegną - kto szybciej? -
aby pachnieć nam na przystankach
szczęściem i lipcem.

Wychyleni, jak z troski w radość,
z okna pociągu,
na to szczęście nie mamy rady:
w siebie nas wciąga.

Tajemniczo i niespodzianie,
w słońcu południa,
puste serce, tak jak mieszkanie,
radość zaludnia.

Cisza w sercu. Jakże ją łatwo
spłoszyć lub zatruć.
Weź tę chwilę w dłonie, jak światło,
osłoń od wiatru.

 

 



© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci