Menu

bibliotheke

Ona to on

j.szern

Szekspir

 

Kiedy byłam na studiach, do egzaminu z teatrologii mieliśmy wybrać sobie wybrane zagadnienie do opracowania – oprócz szeregu informacji, które powinniśmy posiąść, żeby legitymować się oceną co najmniej dostateczną z tego przedmiotu w indeksie. Podczas gdy moje przyjaciółki z wypiekami na twarzy zgłębiały tajniki dzieł Szekspira i teatru elżbietańskiego, ja (jako jedyna na całej specjalizacji) zatonęłam w zakamarkach antycznych tragedii Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa i meandrach teatru greckiego, którego nieoczekiwane oblicze odsłoniły mi Gardzienice.

Nie miałam nigdy szczęścia do dramatów Szekspira. Czytałam, czytałam. W liceum, później na studiach zasypiałam z książkami na twarzy. Niewiele pamiętałam –  kiedy próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, miałam wrażenie podobne do nabierania do wiadra wody durszlakiem – syzyfowa praca…

Dramaty teatralne traktuję wyłącznie użytkowo. I nie lubię ich czytać. Z prawdziwą przyjemnością oglądam ich adaptacje teatralne czy filmowe – i te przede wszystkim zostają mi w pamięci. Obejrzałam chyba wszystkie filmowe adaptacje „Hamleta” i „Makbeta” oraz pojedyncze innych dramatów Szekspira – postaci nabierały kształtów, słowa – treści, a wszystko wypełniał zamysł reżysera – jego autorska interpretacja tekstu, która mnie porywała lub z którą się kłóciłam.

Dlatego z nieufnością podeszłam do lektury Wieczoru Trzech Króli. Do komedii Szekspira zniechęciłam się czytając Burzę. Miało być śmiesznie – a nie było. Pomijam fakt, że z treści Burzy nic a nic nie pamiętam… Dlatego cierpłam na myśl o 150 stronach ekwilibrystyki słownej, z której będę starała się wycisnąć chociaż jeden uśmiech. Tymczasem Szekspir mnie zaskoczył.

W czasie katastrofy morskiej tonie statek, którym podróżują Viola i Sebastian – rodzeństwo, które cechuje niemal bliźniacze podobieństwo. Obojgu udaje się ujść z życiem, ale zostają rozdzieleni i Viola opłakuje śmierć brata, a on – śmierć siostry. Tymczasem Viola przebrana za mężczyznę zaciąga się w służbę na dworze księcia Ilirii – Orsino, w którym jest skrycie zakochana. Na jej nieszczęście (?) książę – znany z niestałości – zapałał uczuciem do pięknej Oliwii, która odtrąca jego zaloty. Viola vel Cesario otrzymuje zadanie specjalne – przekonanie Oliwii o szczerości uczuć księcia i zdobycie dla niego jej ręki. Na jej drodze stanie nie tylko sir Andrzej (kompan do kieliszka jej kuzyna), starający się o względy dziewczyny, ale również niespodziewane uczucie, którym Oliwia zapała do… Cesaria.

Zakończenia nie zdradzam – choć jest przewidywalne dla tych, którzy w swoim życiu oglądali przynajmniej jedną komedię romantyczną (sztuka Szekspira spełnia wymogi tego gatunku). Permanentny happy end - wierni i zakochani zostają nagrodzeni, pyszni (Malvolio) dostają prztyczka w nos, a Błazen śpiewa piosenkę.

Zanim jednak nastąpi oczekiwany happy end, a Szekspir rozetnie z wdziękiem węzeł gordyjski intrygi, czekają nas pełne dowcipu dialogi, pomyłki, niespodziewany pojedynek i zderzenie z gamą pełnokrwistych i zabawnych postaci. Pamiętacie Świętoszka Moliera? Zawsze wolałam złośliwą i obrotną Dorynę od łzawej i rozciapcianej Marianny. W przypadku Wieczoru Trzech Króli nie odniosłam wrażenia, że służąca jest zabawniejsza od jej pani. Ale i tak moimi faworytami są sir Tobiasz Czkawka i sir Andrzej Chudogęba. Ich pijackie eskapady i niezmorzona wola siania chaosu i robienia psikusów otoczeniu oraz słowne potyczki z Oliwią, Malvoliem, Marią czy Violą są solą tej sztuki i źródłem nieustającej radości.

Komedia Szekspira może również spełnić funkcję dydaktyczną i być swoistym przewodnikiem dla osób szukających złotych myśli czy wiedzy na temat męsko-damskich gier. Oto mój – subiektywny oczywiście - wybór cytatów na różne tematy:

  • O doborze wiekowym partnerów, sile męskich uczuć i pięknie kobiet (Książę Orsino):

Żona powinna być młodsza

Od męża: wtedy może się i łatwiej

Doń dopasować, i ściślej mu serce

Objąć swą władzą. Bo, wbrew męskiej pysze,

Nasze uczucia są chwiejniejsze, bardziej

Płoche, mniej trwałe i gasnące szybciej

Niż żar kobiecych serc.

[…] Zatem wybrankę znajdź młodszą od siebie –

Inaczej afekt zbyt rychło osłabnie.

Kobieta jest jak róża: gdy rozwinie

Płatki – opadną w tej samej godzinie.

 

  • O niebezpieczeństwach gier słownych (Viola):

Kto flituje ze słowami, ten im się łatwo daje uwieść.

 

  • O dewaluacji słów i obietnic (Błazen):

Imię to też słowo i siostrunię uwiedzie każdy, kto się do niej grzecznie zwróci po imieniu; a dziewictwa nikt jej nie zwróci. Ale słowa to, w samej rzeczy, takie łobuzy, że dziś nikt im już wiary nie da, jeśli każde z nich nie ma przy sobie poświadczenia na piśmie.

 

  • O alkoholikach (Błazen odpowiada na pytanie Oliwii o to, do czego może porównać pijaka):

 

Do błazna, wariata i topielca. Wypije jeden łyk za dużo – robi z siebie błazna, dwa – robi z siebie wariata, trzy – osiąga zupełne dno.

 

  • O sposobie na zdobycie względów kobiety (sir Tobiasz):

Możesz być pewny, nie ma na świecie swatki, która by umiała podnieść wartość mężczyzny w oczach kobiety wymowniej niż to czyni taki dowód waleczności. (chodzi o pojedynek)

 

I jeszcze jeden – autorstwa Malvolia:

 

Ja też mógłbym popaść w melancholię, bo te podwiązki na krzyż hamują krążenie krwi: ale nic to! Jeśli sprawią przyjemność oczom choć jednej pani, będę mógł rzec z równą słusznością, jak pewien sonet: „Spodobaj się jednej – spodobasz się wszystkim”.

 

  • O przyjaciołach i wrogach, a przy okazji o znaczeniu „nie” w ustach kobiet (Błazen):

Miewam się lepiej dzięki wrogom, a gorzej dzięki przyjaciołom. […] Przyjaciele mnie chwalą i robią ze mnie osła; natomiast wrogowie mówią mi otwarcie, żem osioł. Co za tym idzie, dzięki wrogom zyskuję wiedzę o sobie samym, a przyjaciele częstują mnie tylko złudzeniami. To tak, jak przy domaganiu się całusa: jeśli panna powtórzy „nie, nie” – odmowa neguje odmowę i wychodzi z tego przyzwolenie. Na tej samej zasadzie mam się gorzej dzięki przyjaciołom, a lepiej dzięki wrogom.

 

Po co zatem czytać zbiory złotych myśli, poradniki i książki o uwodzeniu, skoro można je tak skutecznie zastąpić lekturą Szekspira? ;)

 

Na koniec – ogromne brawa dla Stanisława Barańczaka – tłumacza tej sztuki. Czytałam wprawdzie peany na jego cześć, ale nie przypuszczałam, że poeta, którego cenię, spisze się tak dobrze w zderzeniu z Szekspirem. Doskonale wydobył komiczny potencjał tej sztuki (vide – gry językowe, które wydawałoby się – są nieprzetłumaczalne). Do tej pory poznawałam twórczość tego dramatopisarza w przekładach Paszkowskiego i Słomczyńskiego – może dlatego niewiele z tej przygody pamiętam? Teraz mam ochotę spojrzeć na Szekspira ponownie – oczami Barańczaka właśnie.

 

 

 



Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Nie dziwię się, że się nad "Burzą" nie uśmiałaś, bo właściwie nie jest to komedia - w ogóle trudno ją przypisać gatunkowo. Jest za to dość mocno metateatralna, może być interpretowana w kontekście renesansowej myśli neoplatońskiej, czy ówczesnych poglądów na magię. No i jest oczywiście "Burza" sztandarowym dziełem Szekspira, odczytywanym obecnie w świetle krytyki postkolonialnej. Nie umniejszając jej wartości, przyznaję jednak, że bawiłam się przy niej średnio.

    Natomiast "Wieczór..." to inna bajka, komedia która bawi pomimo, że schemat jest znajomy, pełna karnawałowej swobody. To chyba jedna z pierwszych komedii Szekspira, która przeczytałam :) Wybór padł zw względu na tytuł, bo moje urodziny przypadają właśnie na 6-ego stycznia :)

  • j.szern

    @grendella - I wszystko jasne :) Sięgnęłam po "Burzę" pod wpływem "Madame" Libery - strasznie mnie rozbawiła scena dialogowania Szekspirem na początku tej powieści - i idąc za ciosem, czytając dramat oczekiwałam podobnej rozrywki. Rozczarowałam się. Nic to, spróbuję jeszcze raz przeczytać ten tekst - z uwzględnieniem Twoich wskazówek :)

  • grendella

    Hmm... Jeśli ci się chce zagłębiać w te wszystkie zawiłości, to proszę bardzo ; Ja za "Burzą" nie przepadam. A "Dwóch panów z Werony" czytałaś? Jeśli nie, to polecam. Ciekawa jestem, co powiesz na rozwiązanie intrygi miłosnej ;)

  • grendella

    Nie wiem, dlaczego dodały się dwa komentarze - usuń proszę jeden. A przy okazji wyobrażasz sobie, jakie zamieszanie musiało na elżbietańskiej scenie powodować to zamienianie ról płciowych u Szekspira. Męski aktor gra kobietę, która z kolei przebiera się za mężczyznę - ciut nie drag queen :)

  • j.szern

    Wiesz, nie palę się do powtórnego czytania "Burzy", ale chcę dać szansę tej sztuce w innym przekładzie - spróbuję zdobyć tłumaczenie Barańczaka i zobaczymy.
    Chciałabym zobaczyć kiedyś dramat Szekspira w wyłącznie męskiej obsadzie :D I jestem ciekawa, dlaczego (z tego, co wiem) żaden polski reżyser tak do źródeł nie chciał sięgnąć - w dzisiejszej atmosferze miałby darmową reklamę - bo burza w szklance wody murowana :D

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci