Menu

bibliotheke

Przepowiednia

j.szern



Przeprosiłam się z biblioteką, która wróciła do nowego-starego gmachu po ponad rocznym remoncie i funkcjonowaniu w budynku zastępczym. Teraz z zewnątrz jest zabytek, a w środku Europa. Podoba mi się ten klimat.

Przeprosiłam się z biblioteką, bo nadal trwam w złudzeniu, że uda mi się nieco ograniczyć kupowanie książek. Przeprosiłam się, ponieważ nadal lubię czytać bzdurki, a nie zawsze mogę je pożyczyć od znajomych czy wydawać pieniądze na jednorazówki. Przeprosiłam się, bo chcę mieć od czasu do czasu pretekst, żeby w czasie pobytu w domu wyrwać się do miasta i spotkać się ze znajomymi – to przy okazji motywacja, bo zapuściłam się towarzysko. Przeprosiłam się też z ciekawości – bo chciałam zobaczyć, jak wygląda gmach po remoncie – a jak już weszłam…, itp.

Przytargałam ze sobą cztery książki i już przy czytaniu tej pierwszej poczułam radość z przeprosin.

***

zink

Kiedy wyszukałam książkę Zink na półce z nowościami najpierw obejrzałam okładkę - skojarzenie z cmentarzem było pozytywne (lubię nagrobki) zatem kontynuowałam „badania”. Informacje na niej zawarte –nic nie mówiący standard („przykuwająca uwagę opowieść”, „nie sposób się oderwać”, „wartka akcja i liryczna proza”, „zniewalająca tragedia”) plus wyrwany z kontekstu cytat z powieści. Skrzydełka… Skrzydełka zawierały streszczenie książki…

Bliźniacze siostry, Lia i Alice Milthorpe właśnie zostały sierotami. Do tego stają się dla siebie wrogami. Kiedy każda z nich odkrywa swoją rolę, jaką spełnia w proroctwie, które obraca pokolenia sióstr przeciwko sobie, dziewczyny zostają uwikłane w tajemnicę. Składają się na nią znamiona pojawiające się na ręku jednej z nich, śmierć ich rodziców, mężczyzna, Księga oraz życie pełne niebezpiecznych sekretów...
Lia i Alice nie wiedzą, komu mogą zaufać. Wiedzą jedynie to, że nie mogą ufać sobie wzajemnie…

i notkę o autorce:

Od zawsze fascynują ją dawne mity i legendy. Nigdy nieusatysfakcjonowana samą ich lekturą, na ogół kończyła ją pytaniem: „A co będzie… jeśli?”. Czasem to pytanie prowadziło jedynie do jeszcze większej liczby pytań, ale zawsze wtedy, kiedy wszystko stawało się jasne, rodziła się opowieść. „Proroctwo sióstr” jest jedną z takich historii.

Jeśli nadal nie domyślacie się, co Was czeka w czasie lektury – dodaję zwiastun:

 

Świadoma zatem tego, jakie „atrakcje” na mnie czekają, nie oczekując fajerwerków, drugiego dna, nawet dobrze opowiedzianej historii - wrzuciłam tryb „niewinność”, przyniosłam książkę ze sobą, wyciągnęłam się na łóżku i skoczyłam w Proroctwo… tak, jakbym skakała na bungee z warszawskiego mostu.

W Proroctwie sióstr Zink jest (prawie) wszystko: tajemnica, proroctwa, znamiona na nadgarstkach, wizja końca świata, demony, zaświaty, suknie z gorsetami, miłość, nienawiść, przyjaźń, bliźniaczki, listopad, brzydka pogoda, cmentarze, morderstwo, stare domy, pogrzeby, magia, stare książki,  itp. Nie ma (tylko? aż?) jednej rzeczy – nie ma w niej zbyt wiele sensu.

Świetną recenzję tej powieści napisała młoda pisarka. Podpisuję się pod każdym zdaniem. Zgadzam się z każdym argumentem. A skoro tak, to nie powinnam mieć nic do dodania, zamilknąć i przyznać sama sobie nagrodę za takt w dziedzinie „Ciszej nad tą trumną”. Tyle, że coś nas różni - miałam zupełnie odmienne odczucia „w trakcie” i „po” lekturze. Rewelacyjnie się bawiłam czytając Proroctwo sióstr. Ba, kwiczałam z zadowolenia. Odczuwałam pełnię czytelniczej satysfakcji. Doskonałą symbiozę – moich oczekiwań i tego, co otrzymałam. I to nie jest ironia :)

Próbuję niekiedy wyjaśnić znajomym, dlaczego tego rodzaju literatura wywołuje u mnie spontaniczny zachwyt i niezdrowy (ich zdaniem) entuzjazm. Przecież mam świadomość, że np. powieść Zink to doskonałe nic zapakowane w sztywne okładki i obwolutę. Że jej autorka wielu pisarzom ze „środkowych” półek mogłaby całować stopy, a w porównaniu z autorami z „wyższych” półek, jest jak kopiec kreta przy Himalajach. Tyle, że z tego faktu niewiele dla mnie wynika. W doborze lektur kieruję się przede wszystkim potrzebą chwili: odpocząć czy się zmęczyć – oto jest pytanie ;) A odpowiedź zależy od okoliczności – wewnętrznych i zewnętrznych. Bywają dni, kiedy płaszczę się przed geniuszem Stendhala. A bywają takie, kiedy mlaskam z radości nad książką Zink. Te radości są nieporównywalne (mam świadomość ich odmienności), ale równie satysfakcjonujące.

Jasne, że mogłabym (i pewnie powinnam) przez 365 dni w roku czytać książki nagradzane, polecane przez autorytety literackie i krytyków spod znaku „ą” i „ę”, tak jak zapewne mogłabym (i powinnam) odżywiać się zdrowo i zgodnie z wytycznymi piramid żywieniowych, w których się dawno pogubiłam. Tyle, że ja lubię od czasu do czasu zjeść sobie zamiast pożywnego obiadu (pierś kurczaka gotowana na parze i bukiet warzyw) wielkie pudło czekoladek w błyszczących, szeleszczących papierkach. Puste kalorie? Widmo próchnicy? Boże, jaki nudny byłby świat, gdybym robiła, jadła i czytała tylko to, co powinnam i co wypada, a nie również to, na co mam od czasu do czasu ochotę. Z pełną świadomością grzechu i jego konsekwencji - dbam o urozmaiconą dietę w życiu i w bibliotece ;)

To nawyk, który utrwaliłam sobie na studiach, kiedy po czytaniu list lektur obowiązkowych (z którymi nigdy się nie wyrabiałam), w czasie sesji i dwa tygodnie po niej, pozwalałam sobie na najgłupsze książki, jakie tylko mi wtedy przyszły do głowy (to była prawdziwa orgia). Nawyk ten dzieliło ze mną jakieś 95% studentów z mojego roku.

Przy powieści Zink bawiłam się równie dobrze, jak przy czytaniu sagi Zmierzch (główna bohaterka Proroctwa… - Lia – to wypisz- wymaluj młodsza siostra Belli Swan, tyle, że bardziej patetyczna i mniej rozgarnięta od swego pierwowzoru). Dodatkowej satysfakcji dostarczał mi fakt, że zaoszczędziłam (tadam) 39 zł i 90 gr, które mogłabym w zaślepieniu wydać na tę książkę. Grunt, to mieć resztki instynktu samozachowawczego…

Wprawdzie wypadłam już z przedziału wiekowego (12 – 18 lat), któremu dedykowana jest ta proza, ale doceniam fakt, że autorka postanowiła złożyć losy świata w ręce średnio rozgarniętej i zupełnie przeciętnej amerykańskiej nastolatki z przełomu wieków, a nie w ręce średnio rozgarniętego i wyposażonego w super moce lub dobre zaplecze nastolatka – tak dla odmiany. Sama Zink w jednym z wywiadów mówi o tym, że chce, żeby młode kobiety poczuły się silne . Umieszcza akcję powieści w czasach, kiedy akurat kobiety nie miały zbyt wiele do powiedzenia – nawet w kwestii własnej przyszłości, wprowadza motyw przepowiedni i bohaterki, która będzie walczyła z rolą, jaką jej przyjdzie odegrać w jej wypełnieniu. Pokaże dwa oblicza kobiet – tych zdolnych do zdrady, morderstw, dbających o własne korzyści, i tych, które są silne, dobre, odpowiedzialne, pragnące pokoju, itp. Jeśli ta powieść czymś się broni – to właśnie tym przesłaniem. Inna sprawa, że – jak podejrzewam – większość nastolatek skupi się na gotyckim sztafażu i sukniach z gorsetami – a nie na feminizującym przesłaniu powieści. Cóż, pozostaje liczyć na działanie podprogowe ;)

I na koniec – mocne postanowienie poprawy. Będę czytać dokładnie i do końca informacje z okładek i skrzydełek. Przy książce Zink zawieruszyło mi się jedno zdanie – jak się okazało kluczowe – Proroctwo sióstr to pierwsza część TRYLOGII. Jasne, że się domyślam, jaki będzie finał trzeciego tomu. Ale mimo wszystko – chciałabym się dowiedzieć, kto jeszcze zginie w tej opowieści. I jak do tego finału autorka czytelnika doprowadzi. Obawiam się, że w tym przypadku moja ciekawość ponownie będzie silniejsza niż perspektywa trafienia do piekła czytelnika ;)

 

 

 P.S. Zaraz mnie coś trafi... Albo to kwestia bloxa, albo mojej przeglądarki - ale co 15-20 sekund strona się odświeża - najczęściej jak jestem w połowie poprawiania jakiegoś zdania albo dodawania obrazka (3 próby), linku (4). Poddaję się. Pomartwię się później...

 



Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Zdarzało się, że w trakcie sesji i około dwa tygodnie po czytałam naprawdę niewyobrażalny chłam. Zdarzało się, że i kolorowe magazyny typu "Twój styl" okazywały się za trudne... Pozwalajmy sobie czytać wszystko na co mamy w danej chwili ochotę! A po tę książkę chyba sięgnę w ramach wakacyjnej relaksacji :)

  • j.szern

    @grendella - Jeśli kolorowe magazyny były za trudne, to odpalałam płyty z serialami. Kryminały są dobre na wszystko :)

  • avo_lusion

    Ja uwielbiam biblioteki, od lat nie kupiłam żadnej książki. Po co? W bibliotece mam wszystko pod ręką:) Widzę, że lubisz czytać literaturę piękną i klasyków. Ja szukam obecnie perełek w literaturze popularnej, czytam dla przyjemności, odetchnięcia, zatracenia się. I to właśnie jest to! :)

  • j.szern

    @avo_lusion - U mnie sprawa biblioteki jest bardziej skomplikowana, bo w mieście, w którym mieszkam obecnie nie wypożyczę nic bez kosmicznych kaucji, stąd dowożę książki z biblioteki w mieście rodzinnym. Wybieram głównie lektury, których nie mogę upolować na straganach lub takie, które nie są wznawiane (głównie klasyka). Może gdybym miała bibliotekę pod nosem wydawałabym mniej na książki... Choć pewnie to pobożne życzenie - lubię mieć książki, ot, taki defekt :)
    Klasykę bardzo lubię - powieści współczesne odkryłam dopiero kilka lat temu. Obecnie czytam to, co mi w ręce wpadnie i na co mam zwyczajnie ochotę. Jak chce mi się klasyki, to sobie nie żałuję. Jak mam ochotę na czytadło - to również. A literaturę popularną bardzo lubię :) I nie uważam, że to "gorszy" rodzaj literatury. Ostatecznie popularny jest np. Marquez, a nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby postawić go w tym samym szeregu, co Dana Browna :)

  • Gość: [kok...] *.ostrowmaz.mm.pl

    ;)

  • Gość: [kok...] *.ostrowmaz.mm.pl

    Ja nie mam takiego problemu choć w mieście biblioteka jest mała i słabo zaopatrzona moje koleżanki namiętnie czytają książki i mi je pożyczają. W zasadzie kupują ich tak dużo że ledwie się z nimi wyrabiam;)

  • j.szern

    @kok...: Zazdroszczę koleżanek :) Choć również na moich znajomych nie narzekam - mają podobny gust literacki, jak ja i często się książkami wymieniamy. To mi pozwala nieco ograniczyć mój zakupoholizm książkowy. Niektóre kobiety, jak im jest źle, to kupują buty - ja w takich sytuacjach idę do księgarni :)

  • slagi

    Bardzo ale to bardzo niepokojąca okładka - ogólnie w filmach i literaturze bliźniaki są raczej niezbyt przyjemnym elementem, dlatego zawsze gdy widzę identyczne dzieci, wyobrażam sobie podwójne meble do pokoju młodzieżowego...i trochę mnie to przeraża :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci