Menu

bibliotheke

Przed zachodem słońca

j.szern

Tadeusz Konwicki

Przeczytać Zorze wieczorne to jak wybrać się na spacer po lesie* z Konwickim u boku. Dzień zbliża się ku końcowi, las zmienia swoje oblicze – jego twarz staje się tajemnicza, jakby oczekiwał na swoje drugie, nocne życie.

Tak, jak nie ma jednego, właściwego sposobu spacerowania po lesie, tak nie ma jednego, właściwego sposobu czytania tej książki. Można zbadać metodycznie każdą drogę, ścieżkę i ścieżynkę. Można sobie z ich labiryntu wybrać jedną i nią podążać w czasie wędrówki. Można pójść na spacer bezinteresownie, by później wyjść z lasu z naręczem liści, jagód, grzybów. Można pójść by odkryć porządek w chaosie – lub chaos w pozornym porządku. Można odczuć ukojenie lub wręcz przeciwnie – przytłoczenie barwami, odgłosami, wrażeniami.

Stąd można przeczytać tę książkę od deski do deski lub skupić się na tropieniu kręgów tematycznych. Można przeczytać opowiadanie Kilka dni wojny, o której nie wiadomo, czy była . Można skupić się nad refleksjami Konwickiego o warsztacie pisarskim. Można wybrać sobie soczyste i niekiedy złośliwe, złożone bardziej z dotknięć i anegdot - portrety (do wyboru: Portret mężczyzny w kolorowych skarpetkach – Tyrmand, Portret jąkającego się chłopca - Michnik, Portret kobiety w cieniu – Zofia Łuczek czy Portret zbiorowy mojej rodziny – Konwiccy). Można wyruszyć wraz z Konwickim w podróże – do Japonii, Australii, po muzeach. Można obserwować wraz z nim zmienność przyrody za oknem i dziwić się nad stałością i zmiennością świata… Te kręgi wyłaniają się jednak dopiero z czasem – z morza porzuceń i dygresji, odstępstw od tematu, tworzących wrażenie chaosu, który dopiero czytelnik – cierpliwą pracą zaczyna porządkować. Jak w lesie – początkowo widzimy mnogość roślinności rozrzuconej wokół nas – a dopiero później zaczynamy – nazywając drzewa, zwierzęta, rośliny poszycia – odkrywać w tym chaosie porządek i strukturę.

Polecam czytanie niezobowiązujące. Bez przygotowania. Weź tę książkę i się nią baw. Czytaj na wyrywki. Może tam, gdzie Ci się otworzy. Prowadź z nią dialog. Konfrontuj z nią własne myśli. Zaginaj śmiało rogi – bo Konwicki zagnie Cię nie raz, i nie dwa.

Konwicki to rozmówca uroczy, prawdziwy dżentelmen, erudyta i gawędziarz. Nieustannie – pomimo lat i doświadczeń – zdziwiony życiem. Bywa ironiczny. Czy komentuje rzeczywistość za oknem, czy powraca wspomnieniami do przeszłości, czy snuje refleksje na temat literatury – zawsze pozostaje sobą. Ujmuje skromnością.  O sobie mówi, że jest wiecznym debiutantem, który karierę literacką rozpoczyna na nowo – wraz z kolejnymi książkami. Imponująca bibliografia nie daje mu biegłości, bo każdy tekst jest dla niego wyzwaniem.

Konwicki pełni w tej wędrówce przez tekst rolę nie tyle przewodnika, co towarzysza. Pozostawia czytelnikowi większą swobodę niż np. Cortázar w Grze w klasy. Możesz czytać tak, albo tak – wybieraj, mówi Cortázar podając usłużnie ściągawkę z numerami i prowadzi czytelnika przez tekst. Konwicki tego nie robi, bo jego książka nie ma charakteru fabularnego. Można przeczytać ją w całości i nie wynieść z niej nic, poza wrażeniem chaosu. Można przeczytać jej fragmenty i poczuć – że oto, w tym lesie – otworzyły się przed nami nowe perspektywy, nowe horyzonty myśli.

Takie książki pociągają mnie bardziej niż dzienniki, pamiętniki czy biografie. A zwłaszcza biografie – z ich chronologią, próbą przeniknięcia tajemnic, interpretacją, wypełnianiem luk, próbą uporządkowania tego, co wydaje się być nieuporządkowane – życia.

Zorze wieczorne to w kontekście kalendarium twórczości Konwickiego dość przewrotny tytuł. To jeden z ostatnich jego tekstów – przed zamilknięciem, które trwa od połowy lat 90-tych. Konwicki daje w Zorzach… dojść do głosu dojrzałej mądrości. Z uśmiechem mówi o swoim wieku – ale nie natrętnie. O nadchodzącym zachodzie słońca mówi słowami człowieka, który przeżył bogate, piękne życie, bez rozdzierania szat – ale z wewnętrzną uczciwością. Mówi jako człowiek, który popełniał błędy – ale też potrafi się do nich przyznać. Kokietuje odbiorcę swoim wiekiem – ale robi to w sposób uroczy i nienachalny. Pozostawia czytelnikowi delikatne poczucie niedosytu i apetyt na kolejne spotkania.

Przede mną jeszcze niejedna wędrówka z Konwickim, który „zmierza powoli na zachód” – bo poznawszy las Zorzy wieczornych mam ochotę teraz przejść się każdą z odkrytych ścieżek i zbadać uważniej – dokąd jeszcze może mnie zaprowadzić. A później pójdę na kolejny spacer – z innym, młodszym nieco Konwickim, który opowie mi o Kalendarzu i klepsydrze. Bardzo, bardzo dużo  obiecuję sobie po tym spotkaniu ;)   

___

*) Zorze wieczorne to sylwa (łac. silva rerum – las rzeczy), gatunek literacki szczególnie popularny w okresie staropolskim. Charakteryzuje się różnorodnością tematyczną. W sylwach, obok zapisków dotyczących spraw związanych z życiem codziennym, pojawiały się teksty refleksyjne oraz literackie, informacje o losach rodziny, przepisy kulinarne, dowcipy, itp.



Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Pięknie napisałaś o tej książce. Metafora czytania jako wyprawy do lasu wydaje się tu świetnie pasować. Pociąga mnie idea czytania na wyrywki - tylko naprawdę mądrą prozę da się tak czytać.

  • bibliotekarkaczyta

    Czytanie na wyrywki od razu skojarzyło mi się z "Grą w klasy" Cortazara. Lubię takie zabawy z twórczością. Bardzo mnie zaintrygowałaś tą recenzją, bo jest bardzo barwna i po prostu do mnie przemówiła. Z pewnością zajrzę przed zachodem słońca. Pozdrawiam!

  • j.szern

    @grendella - Dziękuję :) Ja tę książkę czytałam skrupulatnie od deski do deski, ale tylko dlatego, że nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Przy "Kalendarzu i klepsydrze" pozwolę sobie na większą swobodę :)

  • j.szern

    @bibliotekarkaczyta - Do "Gry w klasy" miałam póki co jedno podejście, ale nieudane. Stwierdziłam, że chyba zabraknie mi cierpliwości, żeby porównać ze sobą dwie wersje tej książki - "podstawową" i "z dodatkami". Ale nie zarzekam się, że nigdy już próby jej przeczytania nie podejmę - myślę, że po prostu muszę do niej dojrzeć. Stoi na półce, więc jak tylko będę gotowa, to nie będę musiała biec po nią na złamanie karku do biblioteki :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci