Menu

bibliotheke

Lęk pierwotny

j.szern

 

karin slaughter

Sara Linton ma:

a) oszałamiającą aparycję: jasne oczy, burzę rudych włosów i kobiece krągłości tu i tam, ale przede wszystkim tam, gdzie kobieta kuszące krągłości posiadać powinna;

b) wysoki iloraz inteligencji;

c) kota i psy;

d) chroniczny bałagan w mieszkaniu (ze zlewu niemal wysypują się nieumyte naczynia, a pranie potrafi przeleżeć w koszu przez dwa tygodnie zanim zostanie umieszczone na swoim miejscu);

e) interesującą pracę (zasadniczo zatrudniona jest jako pediatra w lokalnym szpitalu, ale od czasu do czasu wciela się również w rolę koronera);

f) byłego (już) męża – policjanta, którego przyłapała na zdradzie z kobietą o aparycji dziewuch reklamujących płytki dachowe w kalendarzach wiszących w zakładach samochodowych; gdyby w tamtych czasach istniał facebook (książka powstała w 2003 r.), a Sara była większą entuzjastką techniki, to zapewne ustawiłaby sobie jako status ich związku: „to skomplikowane”;

g) ciężarną i trochę irytującą młodszą siostrę, którą kocha i za którą nieustannie czuje się odpowiedzialna;

h) wspaniałych rodziców, którzy zapewnili jej beztroskie dzieciństwo, i z którymi zamierza właśnie spędzić leniwe popołudnie;

 

Nic dziwnego, że ostatnią rzeczą, o której Sara marzy w niedzielne popołudnie, jest wezwanie na miejsce wypadku, gdzie zastaje nie tylko byłego męża, ale również zwłoki młodego samobójcy, którego śmierć wygląda dość podejrzanie. W zaklasyfikowaniu śmierci Andy’ego Rosena jako samobójstwa przeszkadza również napad, w którym poszkodowana zostaje siostra Sary oraz seria samobójstw wśród studentów, które tylko z pozoru wydają się być następstwem efektu Wertera. Sara Linton oraz Jeffrey Tolliver starając się rozwiązać ten przedziwny węzeł gordyjski zbrodni stają przed wielkim wyzwaniem. Sprawy nie ułatwia fakt, że władze uczelni, na której studiowały ofiary, nie wydają się być szczególnie zainteresowane rozwiązaniem sprawy (mogłoby się to negatywnie odbić na reputacji aspirującego college’u), a była policjantka Lena (która próbuje się uporać z własnymi demonami) nie pała chęcią współpracy z dawnym szefem, mimo że wydaje się wiedzieć o sprawie więcej, niż oficjalnie przyznaje…

Atmosfera lęku się zagęszcza, a żaden z bohaterów nie wydaje się być do końca szczery…

Świetnie skonstruowana intryga, niejednoznaczni bohaterowi (postać Leny to jedno z najlepszych studiów ofiary, z jakim miałam do czynienia), celne obserwacje społeczne, umiejętność trzymania w napięciu do ostatniej strony oraz wbijające nóż w plecy zakończenie to główne atuty powieści Slaughter oraz powody, dla których uważam, że czas poświęcony tej książce nie będzie dla nikogo czasem zmarnowanym.

W tej sytuacji stwierdzenie, że Slaughter nie unika kilku schematów, które są niestety zmorą twórców thrillerów – przypominałoby wrzucanie na siłę kamyków do ładnego ogródka ;) Jednak nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać o dwóch rzeczach – w sumie marginalnych – które mi akurat działały na uzębienie ;)

Pierwsza to kwestia „majteczek”, które co raz przewijały się w tekście. Sama nie wiem, czy to kwestia przekładu, czy moich osobistych skojarzeń, ale jak widzę to słowo to od razu mam przed oczami śliniącego się pedofila. Rozumiem, że słowo „majtki” może sugerować, że śliczne – lub chociaż zgrabne – bohaterki powieści noszą pantalony á la Bridget Jones, ale…

Druga kwestia – to powracające zachwyty Jeffrey’a nad kuszącymi kształtami Sary. Kilka razy miałam ochotę przyłożyć mu w potylicę i przypomnieć, że bynajmniej nie o jej kuszących krągłościach myślał, kiedy ją zdradzał w ich sypialni z kuszącymi krągłościami pewnej ponętnej malarki szyldów ;)

Niezależnie od tych moich drobnych animozji – warto sięgnąć pod Slaugter. Nomen omen, a samo jej nazwisko obiecuje ucztę miłośnikom dobrze napisanych thrillerów ;) Dla mnie to pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale na pewno nie ostatnie.

***

Być może niektórzy – podobnie jak ja – mają chronologicznego bzika. Zimny strach to trzecia część z cyklu Slaughter o hrabstwie Grant. Po wcześniejsze nie sięgnęłam tylko dlatego, że niestety nie były one dostępne w żadnej z księgarni, w której zwykle zamawiam książki, a tę akurat nabyłam przez zupełny przypadek na dworcu i przeczytałam zachęcona pozytywną recenzją innej książki tej autorki autorstwa Jane Doe. Nie odczułam szczególnego braku lektury poprzednich powieści, bo Slaughter, jak wielu twórców serii, potrafi między wierszami wpleść informacje o najważniejszych wydarzeniach, które miały miejsce we wcześniejszych częściach i które są istotne dla akcji obecnego tomu.

Nie mniej jednak przygotowałam – na podstawie informacji wygrzebanych w sieci – krótki rozkład jazdy po jej powieściach :)

 

Cykl o hrabstwie Grant obejmuje następujące części (wszystkie zostały przełożone na język polski):

  • Zaślepienie.
  • Płytkie nacięcie.
  • Zimny strach.
  • Fatum.
  • Niewierny.
  • Przywilej skóry.

 

Cykl o Willu Trencie składa się z dwóch części (przełożone na język polski i dostępne w księgarniach):

  • Tryptyk.
  • Pęknięcie.

 

Cykl, którego akcja toczy się w Georgii, stanowi połączenie dwóch wyżej wymienionych (występują tu bohaterowie znani już z powyższych cykli):

  • Geneza.
  • Piętno.
  • Fallen. (tegoroczna premiera, jeszcze nie jest dostępna w polskim przekładzie)

 

Na fali uniesienia po lekturze Zimnego strachu zamówiłam sobie Tryptyk, Pęknięcie i Genezę (promocja była ;) . I myślę, że nie będą to pieniądze wyrzucone w „błoto” :)

 



Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • jane_doe_blog

    Seria o agencie Trencie (rym niezamierzony:) jest doskonała, a bohaterowie, równie mocno pokręceni jak Lena.
    I prawdę mówiąc nie przepadam za Adams, za to kłopoty wprost ją uwielbiają.
    Co by jednak nie powiedzieć, Slaughter jest mistrzynią w swoim fachu:).

  • j.szern

    @ jane_doe - Tym bardziej się cieszę, że właśnie tę serię zamówiłam :)
    Lena i na mnie działała odpychająco, ale starałam sobie to tłumaczyć jej przeżyciami. Swoją drogą, Slaughter odwaliła kawał dobrej roboty przy jej portrecie - uniknęła czułostkowości i głaskania po głowie. Ofiara może być i jest antypatyczna, a jej zachowania ocierają się o autodestrukcję. Wielu autorów na jej miejscu by się litowało nad bohaterką, usprawiedliwiało ją, szukało plusów w minusach - ona tego unika i chwała jej za to :)

  • jane_doe_blog

    O tym samym myślałam pisząc notkę, przeżycia Leny w jakiś sposób ją usprawiedliwiają. Zresztą w "Piętnie" naprawdę zostają jej odpuszczone wszystkie grzechy.
    A wracając do serii z Trentem, to zobaczysz, z jakimi bohaterami przyjdzie Ci się zmierzyć. Takiego duetu jak Trent i Angie Pulasky nigdzie nie spotkasz i naprawdę emocji dostarczą nieprawdopodobnych. Ja szczególnie przeżywam sprawę Trenta, ale już milczę...:).

  • j.szern

    @jane_doe - Tym bardziej nie mogę się doczekać przesyłki i już czuję, że moje plany czytelnicze na najbliższe dwa miesiące ulegną poważnemu przemeblowaniu :)
    Czy Angie Pulasky ma polskie korzenie? Ostatnio tropię "polskości" u różnych twórców i obecność takich śladów mnie ciągle zaskakuje. Np. u Marqueza w "Stu latach..." był wspomniany Kraków, u Picoult w "19 minutach" bohaterka kupuje POLSKĄ wodę mineralną :D Zacznę sobie spisywać takie ułomki, to może mi z tego wyjdzie jakiś wpis na czasy posuchy :)

  • jane_doe_blog

    O ile pamiętam to nie, ale w ogóle mało jest o przeszłości tej pary, fragmentarycznie, a właśnie ta przeszłość jest między innymi intrygująca.
    Ostatnio o Polakach czytałam u Asy Larsson, ale w kontekście polskich sprzątaczek i pomyślałam sobie, że nie ma co się oburzać, u nas przecież mówi się o sprzątaczkach z Ukrainy:).

  • j.szern

    @ jane_doe - Sprzątaczki z Ukrainy to u nas dość smutna i powszechna codzienność. Moja koleżanka ze studiów (Ukrainka) właśnie w ten sposób (między innymi) zarabiała na życie. Swoją drogą, jej refleksje na temat standardów życia powinnam spisać i opublikować, żeby Polacy zaczęli doceniać to, co mają. Dziewczyna mieszka 17 km od Lwowa (czyli żadna pipidówa), a łazienka to nie jest standard w jej miejscowości. Podobnie jak do niedawna elektryczność. Szczerze się dziwiła, że ludzie, którzy mają dostęp do internetu, bieżącej wody, mają w domu wannę i ekspres do kawy czy nawet lodówkę, mogą narzekać i mówić, że im tyle brakuje, żeby żyć w "godnych warunkach" :)
    Dzięki za kolejny trop - przypatrzę się też i Larsson pod kątem polskości i pogrzebię we wcześniejszych lekturach. Jestem niemal pewna, że przykładów było więcej i nawet je sobie pozaznaczałam, ale jak to bywa - pamięć jest ulotna, a mi nie zawsze się chce notować :)

  • bibliotekarkaczyta

    Słyszałam na temat tej autorki mniej pochlebne recenzje, jednak po przeczytaniu Twojej żałuję, że ich posłuchałam i sama nie spróbowałam żadnej książki Slaughter... Już zamawiam w bibliotece!

  • j.szern

    @bibliotekarkaczyta - Ja również spotkałam się z rozmaitymi opiniami na temat twórczości Slaughter, ale ożywia mnie wieczny duch przekory - zatem negatywne recenzje raczej mnie nie odstraszają, a wręcz zachęcają do tego, żeby spojrzeć na książkę z własnej perspektywy. Moje opinie są subiektywne i bardziej zależy mi na tym, żeby pokazać, co mnie w danej książce skłoniło do myślenia (albo i nie), niż na tym, żeby kogokolwiek zniechęcić do jej czytania :)

  • grendella

    Nie no ja naprawdę wyjdę chyba ze świata fantasy i przeniosę się do świata thrillerów. Jak tylko skończę, to co czytam obecnie :)

  • j.szern

    @ grendella - Ja zazdroszczę przebywania w świecie fantasy :) Próbuję się złamać i poczytać tego typu literaturę, ale jak mam do wyboru thriller lub kryminał sprawdzonego autora i fantasy polecanego autora, to wybieram to pierwsze... Jakoś mi się utarło, że fantasy to muskularni faceci biegający z mieczami i zabijający smoki :) Pewnie to źle, bo np. Sapkowski, którego opowiadania czytałam mnie zachwycił. Ale jakoś brak mi samozaparcia, żeby poszukać czegoś więcej :)

  • grendella

    No co ty, to nie tylko faceci latający z mieczami, chociaż tacy również bywają. Jak podobały ci się opowiadania Sapkowskiego, to cykl również przypadłby ci do gustu. Zresztą dużo rzeczy warto przeczytać. Martina na pewno. No i Robin Hobb, myślę, że bardzo by ci się podobała, a jakie imiona cudne u niej występują. Palce lizać ;) Jak będziesz miała ochotę, to pisz. Chętnie pożyczymy coś z naszej biblioteczki :) W każdej chwili.

  • j.szern

    @ grendella - Dziękuję za propozycję :) Bardzo chętnie skorzystam, bo zainteresowałaś mnie Robin Hobb - skoro palce lizać, to ja się przyznaję, że ze mnie straszny łasuch i słodycze to mogę pasjami... :)
    Jeśli będziesz miała ochotę poczytać Slaughter czy Rubenfelda (czy cokolwiek innego), to daj również znać. U mnie te książki się będą teraz kurzyć - a niech chociaż na chwilę wywędrują w świat :)

  • grendella

    No to napisałam do Ciebie maila :)

  • j.szern

    Odebrałam i odpisałam :) Bardzo dziękuję :)

Dodaj komentarz

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci