Menu

bibliotheke

Literatura kobieca

j.szern

 Kolejny "wypis" z Morderstwa w ciemności (to wchodzi mi już w nałóg, ale nie mogę się powstrzymać).

Margaret Atwood w siedmiu punktach opisuje literaturę kobiecą i męską oraz różnice pomiędzy nimi. Robi to w sposób ironiczny, zdystansowany i jednocześnie tak syntetyczny, że trudno mi wycinać z tego szkicu jakieś zdania. Każde z nich jest  ważne – każde z nich znaczy.

Liczba siedem w Biblii jest uznawana za symbol doskonałości i pełni, połączenie doskonałości boskiej i ludzkiej. Atwood nie dąży w swoim szkicu do naukowego wyczerpania problemu literatury kobiecej – pisze subiektywnie, o własnym doświadczeniu tego rodzaju książek. Nie mniej jednak udaje jej się – w jakiś paradoksalny sposób – oddać w tych kilku punktach to, co mi samej kojarzy się z pojęciem „literatury kobiecej”.

Dla mnie to tekst ważny, bo rozpracowuję właśnie kilka polskich autorek piszących o prowincji, których pisarstwo można zaliczyć do literatury kobiecej. Albo literatury dla kobiet. Do tekstu Atwood przyjdzie mi się jeszcze zapewne  odwoływać nie raz i nie dwa. Już teraz, w czasie czytania powieści, patrzę na nie przez pryzmat szkicu Atwood.

 

Zgadzacie się z kryteriami, którymi wg pisarki „rządzi się” literatura kobieca? A może dorzucilibyście coś do jej listy?

 

 

LITERATURA KOBIECA

DLA LENORE

 1.  Męskie powieści są o mężczyznach. Kobiece też, ale z innego punktu widzenia. Można wyobrazić sobie powieść męską bez żadnej postaci żeńskiej, może z wyjątkiem gospodyni albo klaczy, ale nie ma powieści kobiecej bez mężczyzny. Zdarza się, że mężczyźni umieszczają w męskich powieściach kobiety, pomijając niektóre ich części – na przykład głowę albo ręce. W kobiecych powieściach też opuszcza się pewne części mężczyzn. Czasami jest to odcinek pomiędzy pępkiem i kolanami, czasami poczucie humoru. Trudno mieć poczucie humoru w pelerynie, w wichurze i na wrzosowisku.

Kobiety na ogół nie piszą takich powieści, jakie cenią mężczyźni, za to mężczyźni słyną z pisania powieści uwielbianych przez kobiety. Niektórzy uważają, że to dziwne.

2.    Lubię czytać powieści, w których strój bohaterki dyskretnie szeleści na jej piersi, albo dyskretne piersi szeleszczą pod suknią; w każdym razie mus być jakiś strój, jakieś piersi, jakiś szelest, a zwłaszcza dyskrecja. Dyskrecja przede wszystkim, jak mgła, opary, przez które lekko tylko przezierają zarysy rzeczy. Błysk różu w mroku, szmer oddechu, atłas spływający na podłogę, który co odsłania? Mniejsza o to. Naprawdę nieważne.

 3.  Mężczyźni wolą bohaterów twardych i stanowczych – twardych wobec mężczyzn i stanowczych w stosunku do kobiet. Czasami taki bohater traci głowę dla kobiety, ale zawsze jest to błąd. Kobiety nie przepadają za bohaterkami, które są twarde i stanowcze. Powinny być za to twarde i delikatne. To rodzi trudności językowe. Kiedy ostatnio analizowaliśmy język, wciąż dominowały wyrazy jednosylabowe i męskie, ale ginęły szybko w ośmiorniczych ramionach wielozgłoskowców, szepczących im z pajęczym wdziękiem: najukochańsza, najukochańsza.

 4.    Powieści mężczyzn są o tym, jak zdobywa się władzę. O zabijaniu i innych podobnych rzeczach albo o zwyciężaniu lub czymś w tym rodzaju. Tak samo jest w powieściach kobiet, choć tu metoda jest inna. W powieściach mężczyzn zdobywanie kobiety albo kobiet odbywa się jednocześnie z ze zdobywaniem władzy. Jest dodatkiem, a nie środkiem. W powieściach kobiet zdobywając mężczyznę, zdobywa się władzę. Mężczyzna jest władzą. Nie chodzi jednak o seks; mężczyzna musi kochać. Bo i po co całe to klęczenie u jej stóp, u skraju krynoliny, na perskim dywanie, jak sądzisz? No, wypowiedz to przynajmniej. Skoro nie ma nic więcej, wystarczy werbalizacja. Kocham. I teraz możesz już wstać, nie umarłeś od tego, prawda?

 5.   Nie mam już ochoty czytać o smutnych sprawach. Nie chcę żadnej przemocy, strachu, nic z tych rzeczy. Żadnych pogrzebów na końcu, choć mogą być jakieś w środku. Jeśli musi być śmierć, to niech będzie i zmartwychwstanie, a przynajmniej niebo, żebyśmy wiedzieli, gdzie jesteśmy i czego się trzymać. Depresja i nędza dobre są dla dwudziestoparolatków, oni to zniosą, nawet lubią, bo mają jeszcze dużo czasu. Ale prawdziwe życie szkodzi – lepiej go nie dotykaj, bo możesz dostać pryszczy i pomieszania zmysłów. Oślepniesz.

Ja chcę szczęścia z gwarancją, radości na okrągło, okładek, na których są pielęgniarki albo panny młode, inteligentne, ale nie za bardzo inteligentne dziewczyny, z równymi zębami, z temperamentem, z dwiema piersiami tej samej wielkości i bez niepotrzebnych włosów na twarzy. Chcę takich, na które można liczyć i które dają poczucie bezpieczeństwa, które zmienią bohatera z potencjalnego rozpustnika i zabójcy w dobrze wychowanego ziemianina o czystych paznokciach i przyzwoitym słownictwie. Zawsze, powinien mówić. Na zawsze. Nie chcę już czytać książek, jeśli nie kończą się słowami na zawsze. Niech pieszczą i gładzą mój wzrok, ale nigdy pod włos.

 6.       Niektórzy uważają, że powieścią kobiecą jest taka książka, w której nie ma ani słowa o polityce albo o stosunkach. Inni – że nie może być w niej zbyt wielu operacji, medycznych oczywiście. Jeszcze inni – że chodzi o książkę, która nie daje szerokiego, panoramicznego obrazu naszych ciekawych czasów. No cóż, ja osobiście chciałabym jednak taką, którą mogę zostawić na stoliku, nie bojąc się, co będzie, jeśli wpadnie w ręce dzieci. Sądzisz, że to bez znaczenia? Mylisz się.

 7.       Miała przerażone oczy dzikiego ptaka. Mam bzika na punkcie takich zdań. Chciałabym umieć pisać coś takiego bez zażenowania. Chciałabym móc przeczytać to bez zażenowania. Gdybym tylko potrafiła robić te dwie proste rzeczy, czuję, że mogłabym spędzić czas przydzielony mi na tej ziemi jak perła zawinięta w aksamit.

Miała przerażone oczy dzikiego ptaka. Ba, ale którego? Czy sowy uszatej albo kukułki? To przecież różnica. Nie potrzeba nam już pisarzy z pedantyczną wyobraźnią, którzy nie potrafią przeczytać słów: ciało gazeli, żeby nie myśleć od razu o pasożytach jelit, ogrodach zoologicznych i smrodzie.

Miała dzikie spojrzenie nieoswojonego zwierzęcia, czytam. Niechętnie odkładam książkę, zaznaczam wciąż kciukiem pasjonujący fragment. On za chwilę zmiażdży ją w ramionach, przyciśnie swoje gorące, zachłanne, mocne, pożądliwe wargi do jej ust i wtedy jej piersi wymkną się spod sukni, a ja nie mogę się skupić. Metafora wodzi mnie za nos przez labirynt, i nagle otwiera się przede mną cały Raj. Jeżozwierze, łasice, guźce i skunksy, spojrzenia dzikie, złośliwe lub nijakie, chamskie  albo flegmatyczne i chytre. Cóż za męka, przeczuwać to romantyczne, tak bliskie, a tak nieosiągalne drżenie ciemnoskrzydłego motyla, który przywarł do przejrzałej brzoskwini – i nie móc zanurzyć się, smakować i chłonąć. Którego? szepcę w obojętne powietrze, nie licząc na odpowiedź. Którego?

 

 

 

 



Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • felicja79

    Bardzo intrygujący wpis. Przeczytałam z uwagą. Raczej nie czytam typowej literatury kobiecej, więc trudno mi się wypowiedzieć. Chociaż już sama definicja literatury kobiecej sprawia mi problem. Pamiętam, że dyskutowaliśmy, o tym na studiach i ile ludzi, tyle zdań.

  • guciamal

    Czyżbym nie była kobietą? Mało czytuję tzw. literatury kobiecej (choć wyj. potwierdzają regułę).

  • grendella

    Punkt 4 - bezcenny :)

  • j.szern

    @felicja79 - Również mam problem z definicją literatury kobiecej. Wydaje mi się, że Atwood udaje się uchwycić istotę stereotypu, którym ta literatura jest obarczona. Nadal wiele osób odżegnuje się od jej czytania - a w niektórych nazwisko kobiety na okładce budzi obawę, że będzie to książka gorsza, mniej wartościowa niż ta napisana przez mężczyznę. Odnoszę też wrażenie, że autorki muszą się bardziej starać niż autorzy, żeby zostały potraktowane poważnie. Dla niektórych, niestety literatura kobieca jest tożsama z literaturą dla kobiet. Dla mnie to dwa oddzielne pojęcia.

  • j.szern

    @guciamal - Też niekiedy ciężko mi się identyfikować z moją płcią biologiczną :) Literatury kobiecej, jeśli uznamy za nią książki dotulające i romanse raczej nie czytuję, chyba, że mi się okres zbliża - to wtedy jestem w stanie połknąć z przyjemnością (nie wiem, może to masochizm?) pierwszy lepszy romans. Zasadniczo wolę się relaksować przy kryminałach, ale fazy na bzdurki też łapię :) Nie wstydzę się tego, bo to dla mnie niewinna rozrywka, którą wyniosłam jeszcze ze studiów. Wtedy po sesji czytaliśmy książki, które mają nam pomóc powrócić do stanu pierwotnej głupoty i nie wymagają od nas szczególnego myślenia. Oczywiście, jak się rozkręcał kolejny semestr to łapaliśmy niekiedy zacięcie analityczne i studiowaliśmy schematy w tejże literaturze zawarte.
    A książki pisane przez kobiety czytam często. Może nie częściej niż te pisane przez mężczyzn, ale - nieświadomie jakoś - udaje mi się zwykle zachować pewien parytet w doborze autorów. Blog tego nie odzwierciedla, choćby dlatego, że mam koszmarne zaległości recenzyjne - ostatnio sięgają 33 pozycji, które przeczytałam w tym roku, a których nie opisałam jeszcze w żaden sposób. Pocieszam się, że chociaż będę miała o czym pisać w roku następnym. Moja piaskownica, moje zabawki ;) Kto powiedział, że muszę się wyrobić z recenzjami w określonym czasie? :D Zwłaszcza, że doba jest krótka, pracy dużo, a w weekendy albo "zgonuję" na fotelu z kryminałem w łapie, albo odkrywam uroki snu w łóżku bez bzyczącego budzika. Wybacz refleksje nie na temat, ale czasami mnie ponosi w komentarzach moje wrodzone wodolejstwo ;)

  • j.szern

    @grendella - Owszem, owszem :) Po lekturze kilku powieści polskich autorek stwierdzam, że już wiem, skąd się bierze życzeniowe myślenie mojej (na szczęście dalszej, a nie bliższej) rodziny i pogląd, że skoro nie jestem w związku, to jestem rodzinnym pariasem ;)
    Mam jeszcze szczególny sentyment do punktu pierwszego :) Dziś myślałam o tym, co opuszczają polskie autorki powieści dla kobiet. Doszłam do wniosku, że (chyba) częściej poczucie humoru :)

  • felicja79

    Bardzo lubię książki pisane przez kobiety. Już sam fakt, że książkę napisała kobieta jest dla mnie zachętą. Nawet miałam taki pomysł, żeby czytać tylko to, co napisały kobiety, ale to byłaby dyskryminacja i wiele bym przez to straciła. A pomysł wziął mi się pod wpływem fakultetu na studiach, chyba właśnie "Literatura kobieca" się nazywał, nie pamiętam dokładnie. Czytaliśmy i omawialiśmy książki pisane przez kobiety i to było ciekawe :-). Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że kobiety piszą inaczej niż mężczyźni i ze inaczej traktuję to, co napisały.

  • zaczytania

    Obudziłaś we mnie taką chęć posiadania tej książki, że wprost nie mogę się doczekać przybycia paczki :)

    A - parafrazując kwestię z filmu "Marix" - literatura kobieca nie istnieje. ;)

  • j.szern

    @felicja79 - Również lubię książki pisane przez kobiety. Staram się zachować "parytet" w doborze lektur pod kątem autorów, jutro zrobię podsumowanie roku i sprawdzę, na ile mi się to udało :) Kobiety faktycznie mają nieco inny styl pisania, ale w wielu przypadkach pewnie bym tego nie dostrzegała, gdybym otrzymała książkę bez określenia płci autora :) Mam wrażenie, że o ile dla czytelniczek płeć autora jest rzeczą drugorzędną, o tyle często mężczyźni mają problem z wzięciem do ręki książek pisanych przez kobiety - jakby się bali, że przez to będą mniej "męscy" :) Ale może to tylko moje wrażenie :)

  • j.szern

    @zaczytania - Cieszę się bardzo i mam nadzieję, że ta książka nie zawiedzie Twoich oczekiwań. Wypisy, które wybierałam, należą do moich ulubionych, ale tak naprawdę nadal lubię mieć tę książkę pod ręką i lubię wracać do innych szkiców. Czekam na wrażenia na Twoim blogu :)

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci