Menu

bibliotheke

Wehikuł czasu

j.szern

Słonimski

Pisałam niedawno o Wielkich i niewielkich Krzywickiej i siłą rozpędu usiadłam po raz któryś tam do Alfabetu wspomnień Słonimskiego. Uczta…

Słonimski jest znany w podręcznikach jako poeta. Nawet w Alfabecie… podpisy pod zdjęciami konsekwentnie głoszą: „Poeta”. Błąd. Nawet najlepsze wiersze tego twórcy nie mają nawet w najmniejszym stopniu takiej siły rażenia jak jego felietony. Kiedy czytam jego poezję mam zwykle wrażenie, że forma go ogranicza, że wchodzi w rolę, która jest mu zupełnie nieprzyjazna i sam źle się w niej czuje – poety, który to staje na piedestale, to ten piedestał kontestuje. Stoi niejako, jak Donald Tusk w słynnym bon mocie Nelli Rokity, „w rozkroku”. To w felietonach i recenzjach ujawnia się zaangażowanie i pazur Słonimskiego, jego styl będący mieszanką uroczej bezczelności, wściekle ostrego poczucia humoru i inteligencji, której niewielu mogło dorównać.

Najbrzydszy (subiektywnie) ze Skamandrytów, ale za to obdarzony wściekłą inteligencją i niewyparzonym językiem. Uganiały się za nim podobno najpiękniejsze  kobiety szalonych lat dwudziestych i trzydziestych. Wcale mnie to nie dziwi, bo osobowością i inteligencją mógł Słonimski pobić na głowę największych ówczesnych amantów kina, teatru i salonów. A jeśli w alkowie był w stanie osiągnąć choć połowę tej giętkości i finezji, jaką prezentuje w swojej prozie... Baśnie tysiąca i jednej nocy – bez cenzury ;)

O ile felietony Słonimskiego – są dostępne w sprzedaży, o tyle Alfabet wspomnień, z niezrozumiałych dla mnie względów od lat nie był wznawiany. A szkoda, bo to książka ważna, pełna uroczych błyskotek, humorystycznych, subiektywnych, ale mimo wszystko cennych – bo przynoszących ze sobą perspektywę świadka. Pisany w latach 70-tych jest pozbawiony tego ciężaru i kontekstu epoki, który był obecny w Wielkich i niewielkich Krzywickich, i o którym przy okazji recenzji wspominałam. Inna sprawa, że wówczas Słonimski, pod wpływem swojego młodego sekretarza, pisał różne listy-protesty doprowadzające do białej gorączki ówczesnych polityków*.

Jako że pisał tę książkę Słonimski pod koniec życia, można spojrzeć na nią jako na swoisty obrachunek z przeszłością i próbę uporządkowania swoich wspomnień. Nadaje im Słonimski formę alfabetu i szeregując je nie według znaczenia i ważności, ale właśnie w porządku alfabetycznym.

To właśnie forma tych wspomnień może przyciągnąć uwagę czytelnika, ale również zadziwić tych, którzy znają chociaż pobieżnie dorobek autora. Sam Słonimski przyznaje, że choć w poezji uprawia formy tradycyjne, to jednak nie przestaje być „poszukiwaczem nowych form wyrazu”. Swoją decyzję o takim, a nie innym sposobie „podania” swoich wspomnień, uzasadnia we wstępie tak:

We wspomnieniach męczy czytelnika współczesnego stara konwencja prozy opisowej. Owe wszystkie „było to w zimny wieczór wiosenny” lub „działo się to w mroźny poranek lipcowy”. Pisząc o ludziach, i to w kolejności alfabetycznej, wyzwalamy się z tego balastu, omijać możemy osoby nie nadające się jeszcze do wspomnień lub już niewarte wspomnienia. Możemy od razu przystępować do rzeczy. (s. 5)

Forma ta może jednak w czytelniku zrodzić pewnego rodzaju konfuzję: jak czytać tę książkę? Oczywiście, można „kanonicznie” – od deski do deski. Pierwszy raz czytałam ją tak właśnie. Teraz jednak dochodzę do wniosku, że nie jest to jednak sposób najlepszy – przypomina to bowiem czytanie od deski do deski encyklopedii. W związku z tym proponuję sposób drugi – czytaj to, co cię interesuje. Wybieraj sobie hasła, błądź po alfabecie, zacznij od tego, co znasz – a na później zostaw sobie odkrywanie tajemnic. Szukaj w tej książce tego, co cię interesuje i przygotuj się na niespodzianki.

Słonimski bowiem, choć koncentruje się w swoich wspomnieniach na ludziach, potrafi zadziwić – a oto przykład:

DULSKA. Klacz. Jako „resident in England”, stale w Londynie grywałem na wyścigach. Kiedyś w stawce startującej w Ascot znalazłem konia, który nazywał się „Dulska”. Pewnie jakiś Polak, jak ja mieszkający w Anglii, uczcił tak bohaterkę arcydzieła Zapolskiej. Pomyślałem, że gdyby ta „Dulska” wygrała, a ja nie grałbym na nią, czułbym się zdrajcą narodowym i plułbym sobie w brodę do końca życia. Postawiłem dziesięć szylingów i wygrałem dwadzieścia sześć funtów. Ale oddałem te funty, bo „Dulska” już nigdy więcej biegu nie wygrała, a ja obstawiałem ją uparcie przez dwa sezony.

Nie tylko o ludziach i zwierzętach pisze Słonimski, ale również o miejscach, historii swojej rodziny, tekstach literackich... Pisze z dyskretnym humorem i swadą, często bywa kąśliwy i ironiczny. Jednocześnie jego wspomnienia mają ten błysk, który sprawia, że nie można go potraktować tak, jak często ma się ochotę potraktować niektórych starszych ludzi, którzy uparcie próbują nas zatrzasnąć w wehikule swoich wspomnień.

Moich ulubionych haseł nie będę cytowała nawet we fragmentach. Ale zdradzę, że na poprawę humoru niewiele mi tak pomaga jak wspomnienia o przygodzie Słonimskiego, Witkacego i Gucia Zamoyskiego w starym kinie czy przypadki Władzia Grabowskiego. I jeszcze np. prezenty imieninowe dla Makuszyńskiego. Mam tę książkę pod ręką zawsze, ilekroć sięgam po jakieś prace poświęcone okresowi dwudziestolecia międzywojennego – i wielbicielom tej epoki szczególnie Alfabet wspomnień polecam. Nie jest to, oczywiście, pełny obraz tej epoki (zwłaszcza, że Słonimski pisze również o czasach wojennych czy powojennych), ale doskonała lektura uzupełniająca.

Warto na koniec oddać głos samemu Słonimskiemu. Niech ten głos będzie i zapowiedzią, i przestrogą co nas czeka, kiedy zdecydujemy się wsiąść do jego wehikułu czasu:

Ostrzegam, że „Alfabet wspomnień nie jest wartościowaniem i nie może służyć za źródło informacji czy dokumentacji, gdyż są to moje najzupełniej osobiste wspominki, impresje czy impertynencje. Czasem będzie to zaledwie parę linijek, czasem parę stron poświęconych kolejnym hasłom. Pisząc o innych oczywiście biorę pod uwagę przede wszystkim samego siebie. Wspomnienia młodości często bywają złudne, jak wrażenia motyla z czasów, gdy był gąsienicą, lub wspomnienia suchego patyka z czasów kwitnących gałęzi. Oczywiście moje wspomnienia porównać by można do cyklu: gąsienica, poczwarka, motyl. Piszę tylko o ludziach nieżyjących. Z małymi wyjątkami, zwłaszcza gdy chodzi o cudzoziemców. Uprzedzam, że na żadne próby hermeneutyczne lub pieniactwa odpowiadać nie będę. (s. 6)

 ___

*) Wspomina o tym Tadeusz Konwicki w Portrecie jąkającego się chłopca (Zorze wieczorne), przy okazji charakterystyki Adama Michnika, który właśnie rzeczonym sekretarzem  („pierwszym sekretarzem” – jak podkreślał zawsze jego pracodawca) Słonimskiego był. Pisze o ich znajomości Konwicki tak:

I potem przez kilka lat stanowili z Antonim dziwny tandem. Słonimski zajmował pozycję i zażywał szacunku ojca narodu. Adaś krążył koło niego jak młodociany uczeń, adiutant czy oficer do specjalnych poruczeń. Antoni był potężnym starym rekinem, Adaś malutką płotką-pilotem.

(…) Antoni był człowiekiem wybrednym. Wybrednym również towarzysko. Uzbrojonym w zabójczy dowcip. To on przecież zdobył się na morderczą ripostę, kiedy zbliżył się do niego pewien krytyk proreżimowy i odezwał się z wahaniem: „Panie Antoni, pan mnie pewnie uważa za wielką świnię”. Na to Antoni: „O wielkości nie ma mowy”.

Więc ten Antoni, taki cierpki, taki nieprzystępny, taki już klasyczny i legendarny, więc ten Antoni przygarnął Adasia albo go Adaś podbił i zniewolił. I odtąd już chodzili we dwóch. Do kawiarni i podważać system. Do knajpy i wysadzać państwo w powietrze. (s. 202 – 203)



Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • guciamal

    Zainteresowałaś mnie tą recenzją. Po wpisie wcześniejszym o dwudziestoleciu międzywojennym, wpisie na tenże temat u książkowca nabrałam ochoty na lekturę. Będę szukać Alfabetu w bibliotece.

  • j.szern

    @guciamal - Cieszę się bardzo :) Warto się tą książką zainteresować. Przyszło mi do głowy, że w sumie mogłyby Ci się też podobać felietony Słonimskiego z okresu dwudziestolecia - to kawał historii i polemik. Doskonale napisane i jak się okazuje - często bardzo aktualne :) Dorzucam link do jednego z jego tekstów przedrukowanych kilka miesięcy temu w Wyborczej: wyborcza.pl/1,75480,8908198,Ja__entuzjasta.html

  • guciamal

    Dzięki za link. Poczytam sobie zaraz. A książka już siedzi na mojej liście do przeczytania

© bibliotheke
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci